Również nie do końca widzę, jaki związek ma sprawa "Wieloryba" z komiksami i dlaczego trzeba było jeszcze przekręcać nicki...
akurat na przykładzie tego cytatu ze strony 371 książki to nie bardzo rozumiem o co chodzi krytyczce. To w końcu tłumaczenie ma być wierne oryginałowi, czy nie?
No właśnie, oryginałowi. A problem polega na tym, że wg relacji z Instagrama w tym miejscu tłumaczenie jest bardzo wierne, ale nie koreańskiemu tekstowi, lecz angielskiemu przekładowi, który odszedł w tym fragmencie trochę od oryginału...
Co ciekawe, korzystanie z programów do tłumaczeń przez tłumaczy to nie jest żadna nowość (znowu wyciągam jakiś "szczegół" na miarę tego, który wywołał gównoburzysko o mielenie komiksów, au
). Osobiście znam jednego tłumacza komiksowego, który się posługuje programem (nie google translate, to w ogóle jedno z najprostszych narzędzi), bo to znacząco przyśpiesza jego pracę, swoją drogą imho świetną 
Stąd też w moich oczach oskarżenia o to, że ktoś przetłumaczył coś za pomocą programu, nie robią wrażenia. Natomiast pokazywanie tego na przykładzie google translate to trochę... manipulacja?
Ale może nadinterpretowuję...
Ale tu musimy dokonać znaczącego rozróżnienia. Istnieją programy komputerowe wspomagające tłumaczenie (tzw. CAT tools, od "computer-assisted translation"). Sam nawet jednego używam, nazywa się memoQ. Jest jeszcze np. Trados albo Smartcat.
Jednak takie programy to nie są "automatyczne tłumacze" takie jak Google Translate. Ich podstawową funkcją jest to, że dzielą dla mnie tekst na segmenty (zdania) i zapisują tłumaczenie każdego segmentu, który w nich wykonam. Dzięki temu powstaje tzw. "pamięć", którą mogę przeszukiwać i z której pojawiają się sugestie, jeśli w nowym tłumaczeniu pojawi się zdanie podobne do takiego, które już kiedyś w przeszłości tłumaczyłem. Mogę też tworzyć w nich słowniczki różnych terminów. Zasadniczo: jest w nich tylko to, co sam do nich włożę.
Tu można zobaczyć, jak mniej więcej to działa. Trudno mi jednak powiedzieć, czy takie coś nadałoby się do tłumaczenia komiksów - zależy od tego, w jakim formacie zleceniodawca przesłałby tekst.
Co do używania "mechanicznych tłumaczy" w przekładzie... Podobno niektórzy tłumacze tak robią na samym początku, żeby dostać bardzo surowy tekst, który następnie przeglądają, redagują, zmieniają, poprawiają itp. Kiedy coś tłumaczę w moim języku (angielskim), to tego nie robię z paru przyczyn... Po pierwsze, uważam, że tłumaczenie to co do zasady pomoc w komunikacji międzyludzkiej, więc jeśli tylko mogę, staram się nie wpuszczać do tworzenia tekstu maszyny; a po drugie, badania wykazują, że jeśli tłumacz za długo poprawia generowane maszynowo teksty zamiast tworzyć samemu, to z czasem zaczyna tracić swój styl i pisać tak, jak maszyny (to jest też zagrożenie, które będzie wynikać z zatrudniania tłumaczy do tzw. "post-edycji" tekstu wygenerowanego przez AI).
Nie twierdzę, że nie zdarzyło mi się korzystać z Google Tłumacza, ale najczęściej wtedy, gdy trafiłem na tekst w języku, w którym nie mówię, i chciałem się zorientować, o co w nim chodzi; w takich wypadkach zwykle ustawiam tłumaczenie na angielski (jako najpewniejsze, ale też dlatego, że nie chcę karmić korpusu tłumaczeń Google'a na polski

) i co do zasady nie ufam zbytecznie wynikom, szukając raczej generalnego sensu i w razie potrzeby potwierdzając je w innych źródłach.