To może jeszcze raz, bo widzę, że żółć zalew nie tylko oczy ale i uszy:
W wywiadzie Kuba jasno mówi - nie ma po co chodzić do kibla w pracy w czwartek o 12 i spazmatycznie odświeżać stronę gildii, skoro można wcześniej zadzwonić do CK:
- Hej, odłożycie mi "Darkness"?
- Jasne, będzie do odbioru.
I wtedy będzie w takiej cenie, w jakiej spoceni klikacze to kupili. Bo CK dostaje komiksy od SL. Nie daje rabatów, bo SL też nie daje rabatów, ale działa jako pośrednik ZA TĘ SAMĄ CENĘ.
A że dostaje więcej egzemplarzy niż było zamówione do odbioru przez klientów - to sprzedaje je po ile chce. Jego prawo. I to nie jest skalperstwo. To zarabianie na swojej działalności. Mogłeś zamówić wcześniej. Nie zamówiłeś. Po wyprzedaniu tytułu kupujesz go drożej.
Sam byłem świadkiem, właśnie przy okazji "Darkness", kiedy ludzie brali je w sklepie po regularnej cenie, podając nazwisko czy tam numer zamówienia.
Może pójdę w metaforę - mieszkam, powiedzmy, w małej wsi, w której nie ma kartofli. A mój kolega w innej wsi je uprawia i sprzedaje po 1 PLN za kilogram. Przed wyjazdem pytam, kto chce? Złotówka za kilogram. Zgłasza się 10 osób. Jadę. Biorę 20 kg. Wracam. Tym, którzy zamówili, sprzedaję je po złotówce. Przy okazji biorą też marchew, cebulę, cokolwiek. To mój zysk. Ale kilka osób nie zamówiło. "O, masz jeszcze? Dej, dej!". To sprzedaję im po 2 złote za kilogram. Chyba oczywiste prawo do zarobku.
Nie wiem, już prościej się chyba nie da.
W życiu nie kupiłem w CK żadnego komiksu w cenie okładkowej lub wyższej. Ale też nie mam żadnego komiksu od Studia Lain (nie moja bajka, po prostu). Więc to może nie kwestia sprzedawcy, tylko dostawcy/producenta, który wymusza taki a nie inny model sprzedaży?
Ale najlepiej jest rzucić się na tego, który dowiózł kartofle do wsi i sprzedaje je po 2 zł. "A gdzieś tam, panie, słyszałem, że były po złotówce!".