Ale co z tego wynika?
No właśnie, co z tego wynika, bo ja nie widzę żadnego ciągu przyczynowo-skutkowego w tej dyskusji. Na stwierdzenie, że JG wydaje połowę mang w Polsce ktoś odpisuje, że jest to nieprawdą (wypowiedź tyczy się ilości tytułów, co jest oczywiste, tak jak i wykresy, które wcześniej wrzucił z kolei amsterdream) i że pod tym względem nie zajmuje aż takiej pozycji jak Egmont w komiksie zachodnim. Na co odpisujesz, żeby nie porównywać korporacji do prywatnej działalności. Co to ma do rzeczy w rozmowie o liczbie tytułów na rynku?
Nawiązując do tej wypowiedzi pada stwierdzenie, że tak poza tym, to w innych krajach zdarzają się sytuacje, gdzie liderem na rynku jest właśnie prywatne wydawnictwo. Prosisz o przykład, przykład dostajesz, stwierdzasz, że jest zły i zaczynasz dywagować o powodach, dzięki którym taka sytuacja mogła zaistnieć. I ponownie, co z tego, skoro to nijak nie zmienia prawdziwości stwierdzenia, czyli tego, że dany wydawca wydaje u siebie w jakimś segmencie najwięcej?
Trudno rozmawia się z kimś, kto ma opinie, ale nie potrafi podać źródeł.
Przecież ja dobrze wiem, po co jest to dopytywanie o źródła, definicje, doprecyzowanie, itd. Nie po to, że jest to potrzebne w rozmowie, bo kontekst wypowiedzi jest dla każdego jasny, tylko po to, żeby ostatecznie przyczepić się o jakąś pierdołę, zacząć pisać na inny temat i stwierdzić, że rozmówca nie ma racji, na razie

Takich rozmów widziałem tu już mnóstwo.