Wszyscy piszą, że "Witchblade" dotarło, ale nikt nie napisze, że zaczął czytać. No więc ja zacząłem i chciałbym przyznać dla Studia Lain nagrodę, bo nie przypominam sobie komiksu, który miałby literówkę (a konkretnie brakującą literkę) na pierwszej-pierwszej stronie, a Arkowi i ekipie się to udało

Sukces!
Oczywiście lit(e)rówka to nic wielkiego i każdy kto przeżył jakikolwiek komiks wydany przez Hachette od tego raczej nie umrze, także nie piszę tego, żeby wieszać psy na wydawcy, którego sam praktycznie co miesiąc zasilam niemałą kwotą. Natomiast naszła mnie taka refleksja, że może już czas nieco przystopować i skupić się nie na ilości, a na jakości? Bo ten wyścig, żeby co miesiąc rzucać czytelnikom kobyłę za 300, 400, 500 (a w planach 800 zł i niektórym nadal mało!) zacznie w końcu wychodzić bokiem.