Spawn Gunslinger to nie był prawdziwy powrót tej postaci jaką znają czytelnicy semików. To była całkiem inna nowa postać. Co prawda ten właściwy Spawn pojawia się gościnnie jednak nie jest to historia o nim.
Całe szczęście wydawca nie kazał długo czekać na powrót Ala Simmonsa, który wraca w serii HellSpawn. To Hell w tytule jest całkiem nieprzypadkowe, ale po kolei.
Wydarzenia są osadzone po #100 zeszycie serii głównej, nie będę ich spoilerował i od razu uspokajam brak ich znajomości nie wpływa na zrozumienie fabuły, a nawet kilka razy dostaniemy wyjaśnienie co się wydarzyło. Jednak jest to tytuł wg mnie bardziej skierowany do osób zaznajomionych ze światem Spawna, bo nowi czytelnicy są tu rzuceni już w wir wydarzeń, bez większego przybliżania kim są dani bohaterowie. Starzy natomiast spotkają kilka znajomych twarzy z klasycznej serii.
Dostajemy tak naprawdę dwie historie zawarte w tym jednym tomie. Za pierwszą stoi Bendis a za drugą Niles, zachowują oni płynność w narracji, jednak widać, że wątki są kładzione na inne w aspekty. W części Bendisa samego Spawna jest mało, przemyka w tle by pojawić się w finale każdej historii, bo każdy z zeszytów jest tu w miarę samodzielną opowieścią choć z przewijajacym wątkiem w tle pewnego kaznodzieji. U Bendisa bije mrok, brud i depresja z historii, w których stawia pewne pytania o naturę ludzką. Niles zachowuje tą otoczkę mroku jednak ciężar historii przenosi na Spawna czyniąc go głównym bohaterem. Jest tu więcej akcji, a mniej rozważań o naturze ludzkiej. Historia bardziej tu skręca w stronę kolejnego pojedynku mocy piekielnych.
Na osobną uwagę zasługuje warstwa graficzna, całkiem inna od tej znanej z serii głównej (przynajmniej tym którzy znają tylko semiki). Nie jest tu kolorowo. Jest mrocznie i brudno. Rysunki sprawiają wrażenie niechlujnych, jednak idealnie współgrają z historią jaką serwują twórcy. Osobiście wolę rysunki Templesmitha bo wypadają bardziej czytelnie. Nie znaczy to, że Wood wypada gorzej, po prostu jego rysunki są bardziej ekspresyjnie. Wiele rzeczy zostaje w strefie niedomówienia.
HellSpawn to komiks, który nie każdemu podejdzie. To nie kolejne superbohaterskie kolorowe mordobicie. Ten komiks przywodzi bardziej na myśl senny koszmar nie tylko fabularny ale przed wszystkim wizualny. Jednych rysunki odrzucą, inni będą nimi zachwyceni. Ten komiks jest z rodzaju albo kupujesz to w takiej formie, albo to znienawidzisz.