Jeśli natomiast chodzi o nakłady, to przecież nic nie stoi (a przynajmniej - nie powinno stać) na przeszkodzie aby na początek nie drukować docelowego nakładu, tylko np. o połowę mniejszy. Jeśli sprzeda się na pniu, to można odpowiednio zarządzić drukiem kolejnej partii i odpowiednio odwrotnie, jeśli nie będzie schodzić. Wiem, że zaraz mi Studio Lain czy inna MałaKasia powie, że tak się nie da bo coś tam, ale odpowiedzią na taki argument są negocjacje. Zawsze można wynegocjować rozsądne rozwiązanie, jeśli się tylko chce. Rynek gier planszowych pokazuje, że jest to możliwe, bo wiele gier znika ze sklepów tuż po premierze lub nawet jeszcze w przedsprzedaży, ale potem kilka tygodni/miesięcy później wjeżdża dodruk. Który zapewne jest adekwatny do sprzedaży w pierwszym rzucie.
Generalnie im większy nakład, tym niższy koszt druku. Powiedzmy że druk 1000 komiksów to 20 zł za sztukę, a 500 to 23 zł za sztukę. Już widać, że lepiej od razu wydrukować więcej, żeby cena okładkowa była niższa (przez co więcej osób kupi i szybciej się sprzeda). Negocjacje to przede wszystkim wymagają chęci z obu stron. Małe wydawnictwo niewiele może zaoferować drukarni. Działa swoim rytmem i sprawdzonymi sposobami i tyle.
Przyjmijmy jednak, że drukarnia (nie wiedzieć czemu) odchodzi od swoich widełek i drukuje SL komiksy w nakładzie 500 w tej samej cenie co 1000. Od teraz Studio drukuje w nakładzie o połowę niższym niż dotąd (powiedzmy: 350-500 sztuk). Nagle komiksy sprzedają się jeszcze szybciej. Problem w tym, że nadal nie wiadomo, jaki nakład będzie najlepszy. 600, 700, 1200? Nie wiadomo. Bo to, że komiks X początkowo sprzeda się tak samo szybko jak komiks Y, wcale nie znaczy, że mają taki sam potencjał sprzedażowy. Bo X może i pójdzie w 1200. Ale Y to będzie tylko 900. I przykładowo coś pójdzie szybko w 500, ale potem z kolejnego 500 w miarę szybko się wyprzeda 250, kolejne 200 będzie się wyprzedawać 5 lat, a reszta pozostanie milczeniem.
Dalej - jeśli dany tytuł nie sprzeda się na pniu, to nie będzie dodrukowany. Zostanie te 400 sztuk pierwszego rzutu. Chociaż tytuł mógł mieć potencjał na 700, ale to jednak teraz ryzyko i nie opłaca się już dodrukowywać 300 sztuk. Czyli generalnie wydawca mniej zarobi, bo sprzeda mniej, a i czytelnicy stracą, bo zamiast 750 sztuk od razu, dostaną 400. Pójdzie w 9 miesięcy, kto się zgapił, ten trąba. A tak to byłoby 2 lata i byłoby więcej zadowolonych czytelników.
Co do tematu utylizacji komiksów, to nie podoba mi się to z paru powodów, ale jako biznesowe podejście rozumiem. Podobnie nie każdy sklep przecenia wszystkie produkty spożywcze, niektóre sklepy oddają część towaru potrzebującym, a mnóstwo jedzenia jest po prostu wyrzucane, bo zwyczajnie jest nadprodukcja żywności. Nawet w miejscu, które znam, gdzie ludzie odbierają darmowe jedzenie, to część sami wyrzucają, bo nie mają co z tym zrobić (ale to krótkie terminy). Oczywiście to jest trochę inny produkt, żywność się psuje, ale magazyny też nie są z gumy (zwłaszcza piwnica SL) i jak jakieś książki się nie sprzedają, to idą na przemiał. Wiem, że u nas książka ma status "książek się nie wyrzuca" i jest traktowana z szacunkiem, ale tak to wygląda - jak coś się nie sprzedaje, to jest niszczone (albo lepiej: recyklingowane).
Na Gildii naliczyłem ok. 70 komiksów SL (różne okładki to jeden komiks). Przy średnim nakładzie 700 sztuk daje to 49 tys. sztuk komiksów, ale zaokrąglam do 50 tys. Tak więc zmielone plus minus 500 sztuk spośród ok. 50000 sztuk to jakiś 1%. I jak mnie boli to mielenie, to skala była naprawdę nieduża i na kolejne mielenie się nie zanosi.