Temat na tyle istotny i dotykający także mojej osoby, że aż założyłem konto.

Skoro sprawa wyszła na światło dzienne za sprawą wstępniaka Lechny to i ja się odniosę do całej sprawy. Te półprawdy lub małe kłamstewka mocno wymagają sprostowania. A ton pokrzywdzonego redaktora naczelnego zakrawa o jakiś ponury żart…
Jakiś czas temu dostałem zaproszenie do współpracy z labrumowym Relaxem. Pomyślałem, że to super sprawa, że będę mógł wypromować swoją osobę (a przede wszystkim mojego fanpeja kolekcjonerskiego) na innej płaszczyźnie, że to fajny zaszczyt ukazać się na łamach takiego magazynu, że dużo zacnych nazwisk w spisie treści. No ogólnie cud-mniód! Jednak otrzymałem informację, jak miałaby wyglądać okładka… Piszecie, dla porównania o
Mausie,
Do Adolfów, tyle że w przypadku Relaxu to komiks o Hitlerze miał być jednym z wielu.
JEDNYM Z WIELU. Umieszczanie aldiego na okładce miało być albo tanim chwytem, albo… No właśnie – czym? Powątpiewam jednak żeby Lechna miał takie ciągoty.
Rozmowy z ekipą redakcji na prywatnych czatach trwały całkiem długo. Tłumaczyłem (i nie tylko ja), że takie zagranie, tym bardziej z problemami z grubym marszandem w tle, wcale nie pomogą, a wręcz mogą zaszkodzić wizerunkowo. Dodatkowo nie chciałem, aby moje nazwisko (oczywiście dużo leweli niżej niż nazwiska twórców/artystów z łamów magazynu) było kojarzone z taką okładką. Sam mam konflikt z marszandem, więc dodatkowo także nie chciałbym dawać mu pożywki w takiej formie.
Gdybym miał zdolności i wiedzę i sposobność na stworzenie komiksu historycznego o hitlerze, którego wizerunek jasno by korespondował z zawartością komiksu to kompletnie bym nie widział problemu, żeby moje nazwisko było na okładce nad jego mordą! No ale nic takiego się nie stanie, bo brak jakiejkolwiek z tych trzech okoliczności.
Acha! Żeby nie było! Mojego nazwiska nie miało być na relaxowej okładce i kompletnie nie mam z tym problemu, ani w żaden sposób o to nie zabiegałem. Jestem małym żuczkiem przy artystach publikujących w magazynie, a i moje ego tego nie potrzebuje.
Sprawa kolejna – być może dla niektórych śmieszna w zestawieniu z tą sprawą, ale moja rodzina została tragicznie doświadczona podczas II WŚ zarówno przez ruskich jak i przez niemców. Skoro miałem realny wybór czy publikować moje wypociny czy się wycofać, to podjąłem taką a nie inną decyzję. Dla mnie decyzję słuszną. Wstyd by mi było przed moimi przodkami i przed sobą samym, gdybym podjął inną lub zbagatelizował sprawę.
I na koniec jeszcze raz -
PROBLEMEM NIE BYŁ KOMIKS O HITLERZE, który miał być w magazynie, jak to sprytnie przemyca w kilku miejscach we wstępniaku Lechna.
PROBLEMEM MIAŁO BYĆ PROMOWANIE MAGAZYNU WIZERUNKIEM HITLERA! Nikt nie namawiał Lechny na zrezygnowanie z komiksu, tylko żeby taka okładka nie poszła. Tyle i aż tyle. Nikt nie podważał kunsztu Pascala Croci, itp.! To nie było w ogóle poruszane!
Lechna przecież ma możliwości żeby wydać ten komiks jako oddzielny album (Labrum ma w swojej linii wydawniczej albumy komiksowe, a nie tylko magazyny) – wtedy aldi na okładce idealnie będzie pasował! Serio.
Relax to nie magazyn historyczny z komiksami. Gdyby tak było, to optyka byłaby zupełnie inna i bez problemu i z prawdziwą przyjemnością współpracowałbym z Relaxem Marcina Lechny! A tak – krzyż na drogę! I niekoniecznie hakenkreuz.