@Midar
Mówimy cały czas o kimś, kto jest niedzielnym komiksiarzem, czy raczej czytelnikiem. Duże znaczenie w takim przypadku miało kiedy i gdzie się urodziłeś. Bo przykładowo paski gazetowe Christy nie były chyba popularne tak samo w każdym mieście, prawda?
Więc ja się urodziłem w czasach, kiedy wychodziły komiksy dla dzieci Baranowskiego, Christy, Szarloty Pawel, Papcia Chmiela no i Szninkiel Rosińskiego, który dla dzieciaków był jak zakazany owoc. Potem otarłem się o Thorgala, Funky Kovala i ten cały TM-Semic.
Ale skąd na Boga miałbym znać Relax, albo Kapitana Żbika? Chyba tylko z antykwariatu. Tylko że niedzielny komiksiarz nie łaził po antykwariatach za komiksami, raczej do kiosku. Nie mieszkałem w Warszawie, ani Krakowie, ani nawet w Poznaniu, nie było żadnego centrum kultury artystów komiksowych.
Potem kiedy amerykański komiks rozlał się po całym kraju, to człowiek nie patrzył na jakieś starocie i ramoty, tylko od razu chwytał za McFarlana, Bisleya i Lee.
Jeśli ktoś był fanem komiksu, to wiadomo, że mógł znać wszystko, ale ja nie byłęm kupowałem akurat to co było w kiosku i to też nie wszystko, tylko jak miałem ochotę. W kiosku kupiłem grę Dreszcz, bo była, a nie dlatego, że byłem fanem paragrafówek. W wieku nastu lat, miałem większą zajawkę na muzykę, więc wiedziałem kim jest Steve Vai i Jason Becker, bardziej interesowało mnie, żeby zdobyć tabulaturę Metallica niż jakieś komiksy.