Tyle że trudno wymagać od redaktora zatrudnionego w przedsięwzięciu jednak komercyjnym (a takim jest przecież magazyn "Książki" dystrybuowany za konkretną opłatą), aby z własnej kiesy, która jest pochodną jego zaangażowania w ten projekt, nabywał jeszcze tytuły, które następnie będzie musiał opisać (a przynajmniej tak by wypadało), wkładając w to swój czas i wysiłek. Zorganizowanie materiałów, na bazie których powstanie treść na potrzeby gazety/portalu to już robota dla ekipy logistycznej tej inicjatywy. A co do tekstów/filmów zamieszczanych przez blogerów/vlogerów to zapewne trudno będzie w to uwierzyć, ale także ta produkcja wymaga czasu i zaangażowania, czyli jest... pracą. A czy jej efekt wart jest wynagrodzenia, to już zależy od oceny odbiorców pochodnej tej pracy, w tym także wydawców, którzy zawsze mogą zrezygnować z dalszej współpracy.