Powtarzasz w kółko ten sam kompletnie nieadekwatny argument. Większość ludzi nie zajmuje się fizyką. Tu masz czytelników komiksów. I wielu z nich nie z pierwszej łapanki.
To, że ktoś przeczytał 500, 1000, 5000 komiksów itd. na pewno sprawia, że jego level wtajemniczenia w to medium jest wysoki, szczególnie jak się go zestawi z osobami, które zwyczajnie nie czytają komiksów.
Ostatecznie jednak to nadal nie znaczy właściwie aż tak wiele. Nadal można pochłaniać masę makulatury bez znajomości kontekstu, czasów powstawania tego co się czyta, zamykać się w bańce swojego gustu zamiast go poszerzać no i do tego czysty subiektywizm sprawia, że w rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak obiektywizm w tej dziedzinie i tyle z tej całej "specjalizacji". Po prostu łatwo ulec tutaj typowej pysze tzw. hobbysty, który myśli, że wie aż tak wiele. Ja prawdę powiedziawszy im więcej komiksów czytam, tym bardziej godzę się z tym, że znam tylko malutki ułamek procenta całego medium i omija mnie jednak dużo ważnych i wielkich rzeczy. Nawet jak ktoś czyta wyłącznie uznane i wielkie tytuły pomijając średniaki i pozycje dużo mniej znane to nie ma takiej opcji, żeby był tutaj jakimś alfą i omegą. Nie mówiąc o tym, że pozycje bardziej w "cieniu" też mają swoją perełki.
To naturalne, że "Chłopi" większości się nie podobają. To że coś podoba się większości oznacza tylko komercyjny sukces. A komercyjny sukces przeważnie jest właśnie odwrotnie proporcjonalny do jakości.
Jakaś tam prawda w tym stwierdzeniu jest ale tylko częściowa i udająca prawdę absolutną. Bo jak tak przyjąć to za fakt, to wyjdzie na to, ze komiksy Moore'a, pierwszy Matrix czy GTA IV to jest totalne gówno bo swój sukces odniosły i to na szeroką skalę. Jasne, ze duzo produktów znanych masowo to shit, ale argument do disco-polo jakiego też użył Parsom to rażące uproszczenie.