Przereklamowany tytuł to taki, który aspiruje do czegoś wielkiego, a nim nie jest. To tytuł, który przegrywa z innym pod względami warsztatowymi: tematyka, postacie ich psychologia itp. itd. Masz np. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James - miliony sprzedanych egzemplarzy. Czytałem książki i jest mnóstwo powtórzeń w dialogach, które są bardzo proste, a wszelkie opisy praktyk BDSM i ten światek to żart, bo w zasadzie nic nie opisuje i wszystko wykrzywia na zasadzie zabawy dla nastolatek. Jest mnóstwo zarzutów, że autorka nie zrobiła żadnego resarchu i wszystko to jej kiepskie pomysły podany w sposób cukierkowy i nie pokrywa się w żaden sposób z praktykami środowiska do których odnosi się autorka. Pewnie są osoby, które będą bronić do końca ten tytuł, że im się podoba, ale to w żaden sposób nie wynosi tego tytuły wysoko ani teraz, ani w najbliższym czasie. Ja nie wyobrażam sobie, że ten tytuł/ ta seria dostaje drugie życie i będzie uważany za arcydzieło. Jeżeli ktoś chce podpinać pod taką sytuację Moore'a, Morrisona i Gaimana, to ja tego nie rozumiem, bo zakładamy, że to ta sama półka talentu, warsztatu, sprawności literackiej, wyobraźni.
Przereklamowany tytuł to taki, który w powszechnej opinii uważany jest za dobry/bardzo dobry, a okazuje się rozczarowujący. Grey gdzie nie spojrzysz jest obśmiewany i krytykowany, podobnie jak np. filmowe "Transformers", które też do której z kolei części miało super wyniki finansowe. Takie produkcje nie mogą być przereklamowane, bo w masowej świadomości są uważane za słabe.
Zdanie każdy ma różne, kwestia jak zostaje podane. Sam wpisałem tutaj swoje typy i może jakoś przesadnie się nie rozpisywałem, ale też argumentacja niektórych użytkowników do mnie nie trafia. Natomiast temat sam w sobie jest ciekawy i nie ma co się obrażać. Jest za to pole do dyskusji, ale ciężko takową prowadzić jeśli z jednej strony jest "nie podobało mi się, bo nie lubię superhero", a z drugiej "x wielkim artystą był!".
PS. Niektórych może to zaskoczyć, ale "przereklamowany" nie znaczy "słaby". To, że ktoś podaje jakiś tytuł nie znaczy od razu, że jedzie po autorze, bo komiks może też być dla kogoś dobry, ale nie zgadza się z nazywaniem go arcydziełem.
Wiem, że po prostu czegoś nie łapię, ale no tak mam. To dla mnie komiksy dla dzieci.
To nie tak, że czegoś nie łapiesz, bo to są komiksy dla dzieci i jak ktoś twierdzi inaczej to raczej sam przed sobą próbuje się bronić, że dalej je czyta. Natomiast są to na tyle uniwersalne historie, że jeśli się na nich wychowało i ma do nich sentyment, to do tych twórców wraca się bardzo miło.