Jasne, że błędy się zdarzają, czy jakieś wtopy. Moja największa wtopa to zakup książki "Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI" Pinkera ... gdzie się okazało, że połowa jest w oryginale, nieprzetłumaczona, żadnych przypisów w części oryginalnej. Nie było też informacji, od wydawcy, że połowa będzie w języku angielskim, gdy bomba wybuchła, to gdzieś wydawca oznajmił, że tak miało być i nie chciał zmieniać, bo polski język nie oddałby tego, co trzeba. Dałem się kilka lat temu zrobić w durnia, bo książkę zostawiłem, bo uważałem, że ta część przetłumaczona jest wartościowa i warto zostawić ... dziś bez sentymentów bym zwrócił.
Dziś bym zwracał każdą książkę naszpikowaną błędami. Rocznie kupuje kilkanaście, pewnie lekko ponad 50. Kupuję od różnych wydawnictw od wielkich jak PWN, czy mniejszych jak Krytyka Polityczna, a nawet z crowdfunding coś mam. Możliwe, że w moim przypadku to i tak za mała próba, bo książek rocznie wychodzi setki.
Nie znam historii ze Znakiem, ale jak szybko pojawiło się nowe (drugie) wydanie "Gwiezdnych Wojen"? Czytelnicy wywarli presję i ostatecznie dostali to, co chcieli. Kupuję czasem od wydawnictwa Znak i nie ma błędnych wydań. Może się zdarzyć, że coś im się nie uda, ale jak pokazali zareagowali i naprawili swój błąd.