@ Kadet: dzięki za wskazanie różnienia pracy redaktorskiej od korektorskiej! Ja tylko dodam, że jak ktoś czyta plik już po korekcie, to nawet nie ingeruje za bardzo w brzmienie, bo liczy się wyłapanie prostych błędów; i na to się nastawia taki final check (żeby tych literówek było jak najmniej).
Kiedyś prowadziłam spotkanie nt. pracy nad komiksem od pozyskania licencji do wypuszczenia do druku (KW 2023?). Niemniej nie miało żadnej promocji i pojawiło się może z 5 osób. Miałam też mało czasu, żeby wesprzeć się jakimiś szerzej omawianymi przykładami.
Dodam, że nie jestem, nie byłam i pewnie nigdy nie będę na tyle sprawną redaktorką, jak koleżanki i koledzy po fachu, więc chciałabym kiedyś wybrać się na podobne spotkanie poprowadzone przez któreś z nich

Moja rola często w procesie (poza pracą z tekstem) sprowadza się właśnie do tego, o czym dokładnie tu poniżej.
Co do rozróżnień ról: jeszcze zdarzają się redaktorzy prowadzący w odróżnieniu od językowych; ci prowadzący właśnie zajmują się wszystkimi kwestiami związanymi z doprowadzeniem do wydania komiksu jako spójnego produktu. Możecie takie osoby znaleźć w stopkach komiksów egmontowych. To o tyle fajne, że wtedy redaktor językowy jest odciążony. U mniejszych wydawców rolę red. prowadzącego często przejmuje wydawca (z pomocą osób zaangażowanych w proces).
A co do kwestii z /synem/ w
Pogromcy - na 90% macie rację; na wszelki wypadek sprawdziłabym to jeszcze z informacjami o samej postaci. Przykro mi, ale jako korekta po korekcie miałam nikłe szanse na wyłapanie takiego błędu

(to jest już inny rodzaj sprawdzania).
Ale mega cieszy to, że coraz częściej mamy możliwość takie rzeczy omawiać, że zwracacie na nie uwagę, że doszukujecie się różnych możliwości w kwestii tłumaczenia, interpretacji - superfajnie, niech to się dzieje, niech świadomość językowa rośnie

Jeszcze raz dzięki, Deepdelver, za zwrócenie uwagi na tę kwestię!

A, i Panowie, chill, ustaliliście już ponad wszelką wątpliwość, że coś złego wydarzyło się w trakcie pracy przy tym JEDNYM konkretnym komiksie wydawnictwa Kurc. Nie chcę nikomu psuć zabawy, ale chętnie zasugerowałabym, że nie ma już co drążyć tematu. Niestety w historii niemal każdego wydawcy znajdą się komiksy, przy których coś poszło bardzo źle (nawet Egmont wydał komiks DLA DZIECI!, w którym dwukrotnie pojawiło się słowo /kamuflarz/, a /kamuflaż/ jakoś się nie przebił

).