Drogi Panie Holcman
Czy postanowiliście już kompletnie olać zwykłego czytelnika? Czy liczą się dla was już wyłącznie „Kolekcjonerzy”?
Powiększone formaty, ograniczone nakłady, ograniczone dystrybucje? Czy naprawdę to wszystko powinno tak wyglądać?
A co z ludźmi, którzy nie chcą się gimnastykować przy czytaniu i walczyć z płachtami? Co z tymi, którzy chętnie by coś poczytali, coś sobie przypomnieli czy poznali coś nowego bo zobaczyli fajną czy znajomą okładkę, ale albo odstrasza ich cena tych wszystkich „błyskotek” albo zwyczajnie nie mają do nich dostępu?
Czy polityka zakłada, że istnieją tylko ci, których słychać?
Bo nas, czytelników, nie słychać. Nie siedzimy na forach czy facebookach, nie wyszukujemy „perełek”, nie chwalimy się zdobyczami. Zazwyczaj mamy życia i komiks jest dla nas tylko jedną z różnych form rozrywki w życiu. Nie rządzi nami. Nie musimy go mieć za wszelką cenę. Ale nie zmienia to faktu, że go lubimy i jednak chcielibyśmy go mieć. A jest nas naprawdę dużo. Dużo więcej, niż kolekcjonerów.
Spójrzmy na kilka przykładów. Ostatnie wydanie Wieloryba. Już jest niedostępne, chociaż to było już któreś z kolei wydanie i rynek mógłby się wydawać nasycony. Dlaczego? Bo pomimo wydania w formacie boiska cena była przystępna. Nie okładkowa, ta rzeczywista. Można było kupić za poniżej 50 zł. I nie było mowy o żadnych „ograniczonych nakładach” do zachęty. A co z np. Miętówkami? Coś jedynie odcinające kupony od sławy Tadeusza Baranowskiego za ponad dwa razy tyle? Niewiadomy zlepek, którego nawet nie ma jak przekartkować, żeby sprawdzić czym faktycznie jest? Ale mamy wielki format, mamy ograniczony nakład, same plusy, prawda? To dlaczego te nędzne 1000 egzemplarzy dalej się nie sprzedało? Kolekcjonerzy nie domagają czy jak?
Gwoli ścisłości, mówimy o cenach realnych, nie okładkowych. A realia są takie, że komiks kosztujący faktycznie niecałe 50 złotych i dostępny m.in. na Allegro można zamówić z darmową dostawą, czyli zero dodatkowych kosztów. Miętówki można zamówić z pierwszej ręki tylko u was bądź na Gildii. U was kosztuje 99,90. A darmową dostawę macie od 100 zł. Zgaduję, że jeśli zechcę po prostu zapłacić o te dziesięć groszy więcej, to darmowej dostawy nie dostanę, prawda? To nie do końca jest rozwiązanie godne pochwały. I tak mamy Wieloryba z 69,90 na okładce za niecałe pięć dych i Miętówki z 99,90 na okładce za prawie 120. I ja (czytelnik) Miętówek nie kupię. Byłbym skłonny zapłacić za nie maksymalnie 70 zł, czyli tyle, ile by kosztowały bez obecnego kombinowania. I to pomimo tego, że chyba nawet tyle nie są dla mnie warte. Magia tkwi jedynie w nazwisku Tadeusza Baranowskiego.
Wampiry. Obecny nakład jakoś nie chce zejść, w sieci wszędzie jest ich pełno. Sam kupiłem. I trochę żałuję, bo miałem naprawdę fajne poprzednie wydanie, którego czytanie nie było przygodą samą w sobie. Skusiły mnie nowe treści, fajniejsza okładka. Powiększony format od początku był dla mnie wadą. Czy jest szansa, że kolejne wznowienie będzie w zwykłym, niepowiększonym formacie? Czy raczej bardziej prawdopodobne jest, że będzie je trzeba czytać z balkonu?
No i teraz mamy Praktycznego Pana. I znów, powiększony format, ograniczony nakład, zawyżona cena. Ja tam jestem zadowolony ze swojego starego Ongrysowego, wciąż w idealnym stanie, chociaż był czytany nie raz (które tak na marginesie nadal można kupić za jedną trzecią waszej ceny okładkowej) i tego nie kupię. Ale tym razem niby wszystko w porządku, przecież na tym powinny polegać wersje kolekcjonerskie, blichtr i dodatki za zawyżoną cenę, ale nie kosztem wersji dla zwykłych śmiertelników. Tylko… za dychę mniej, niż Miętówki? Wszystkie parametry porównywalne. I Baranowski taniej, niż jego naśladowcy? Co wy widzicie w tych Miętówkach, że tak je cenicie?
I wydaje się, że Ongrys przyjął dokładnie tę samą politykę. Czekałem na Tytusopedię. Dowiedziałem się, jak będzie wyglądać. I już przestałem ją chcieć. Nie wiem, czy już wspomniałem, ale jestem zwykłym czytelnikiem. Nie interesuje mnie komiks jako ozdoba półki, nie chcę się nim chwalić, nie chcę odsprzedać go w przyszłości ze sporym zyskiem. I nie chcę za niego przepłacać. Chcę go czytać. Czytanie powiększonego formatu gdy komiks ma kilkadziesiąt czy niewiele ponad sto stron jest uciążliwe i niewygodne. Czytanie trzy razy grubszego o takim formacie musi być istną męczarnią. Nawet nie mam zamiaru próbować. I cena tu już nie gra roli, ja czegoś takiego po prostu nie chcę. Ale chciałbym mieć te treści. Niestety nie będę ich miał, bo… Cóż, kolekcjonerzy… Teraz Ongrys ma wydać Przygody Twistującego Słonia Twisti. Pewnie, mam ochotę. Pan Tadeusz jest jedynym żyjącym wielkim polskim twórcą komiksów (przynajmniej w moich oczach). Chcę go wspierać. Kupiłem nawet album z rysunkami, chociaż to zupełnie nie moja bajka. Dlaczego? Bo to nie była wersja kolekcjonerska o ograniczonym nakładzie i mój zakup się liczy. Ale wracając do Słonia, boję się, że walną od razu powiększony format, bo już chyba wspólnie zrobiliście z niego standard (przynajmniej dla komiksów Pana Baranowskiego). I wiem, że w takim formacie tego nie kupię. Od kilkunastu lat czekam też na wydanie Kudłaczków dla zwykłych śmiertelników. Ta sama obawa. Mam cichą nadzieję, że jednak wygra pazerność przedsiębiorczość i Ongrys będzie chciał najpierw nasycić rynek wersją dla „plebsu”.
Skąd się wzięła ta wasza obsesja z powiększonym formatem? Nie twierdzę, że nie możecie, że nie powinniście, ale rzućcie też jakąś kość z pańskiego stołu nam, zwykłym szarym czytelnikom. Weźcie pod uwagę nasze realia, możliwości, a przede wszystkim preferencje. Nie wydaje mi się, żebyście mieli na tym źle wyjść.
Jest Pan w stanie cokolwiek rozwiać moje obawy? Czy jedynie je Pan pogłębi?
Z wyrazami szacunku
Łukasz