Przypominają mi się Conany wydawane przez Alfę stylizowane w tłumaczeniu na pseudostaropolszczyznę co również było zabiegiem wydumanym przez tłumacza. Znęcał się nad tym w recenzji w "Fantastyce" Ziemkiewicz z tego co pamiętam.
O! Pamiętam tę recenzję. To musiała być jakaś końcówka lat '80. Najlepsze były cytaty w stylu: "Och Conanie, tyś ranion śmiertelnie"...
Ziemkiewicz znęcał się też nad tłumaczeniem Władcy Pierścieni przez Łozińskiego. Kpił m.in. z tłumaczenia nazw własnych, a Łoziński miał pewne argumenty za tym, by przyjąć taką strategię translatorską.
Niełatwe zadanie mają tłumacze w zderzeniu z fandomem.
Eee... Z tego co pamiętam, to nad Łozińskim znęcali się WSZYSCY. Nie było wyjątków. I żeby sprawa była jasna: w przypadku pierwszego wydania tłumaczenia Łozińskiego to było znęcanie słuszne. Nie z powodu Bilbo Bagosza, tylko dlatego, że to tłumaczenie było słabe na wielu poziomach. Pomijane były fragmenty zdań (albo i całe zdania), niektóre zdania były przetłumaczone tak, że widać było, iż tłumacz nie zrozumiał oryginału. Oczywiście wisienką na torcie było tłumaczenie wersu z wiersza o Pierścieniu "In the Land of Mordor where the Shadows lie" jako "W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana".
Kiedyś wisiała w sieci taka tabelka: oryginał / tłumaczenie Skibniewskiej / tłumaczenie pierwotne Łozińskiego, ale nie mogłem jej odnaleźć. Bardzo była pouczająca. Tutaj bardzo dobry tekst z epoki, niewątpliwie kompetentnej znawczyni Tolkiena:
https://home.agh.edu.pl/~evermind/jrrtolkien/nprzeklad.htmtaki mamy język, jakich twórców.....
Dukaj, Ziemkiewicz
po prostu autorytety w każdym calu!
Ziemkiewicz za swoje dokonania fantastyczne (czyli tak do Walca stulecia) - 100% na propsie, Dukaj cały czas - 200% na propsie. Ale jako pisarze. Natomiast jeśli ktoś robi z pisarza (komiksiarza czy dowolnego innego twórcy) autorytet, to hmm...