Największe kłamstwo powtarzane od wielu lat to "jesteś kimś wyjątkowym" - a ja odpowiadam "g...o prawda" bycie zwyczajnym to najlepsze co może się człowiekowi przydarzyć by mógł pozostać człowiekiem.
Może trochę wyrwałem to z kontekstu, także nie obraź się, ale ja się z tym nie zgadzam.
W każdym z nas jest coś wyjątkowego, coś co nas odróżnia od innych. Gdyby tak nie było, to zakochiwalibyśmy się w pierwszej lepszej osobie, uciekalibyśmy od rodziców do obcych ludzi, porzucalibyśmy własne dzieci i cholera wie co jeszcze.
Gorzej, gdy ktoś nie zdaje sobie sprawy z własnej wyjątkowości, faktycznie łapie jakiś kryzys - żyjemy w chorych czasach, nie każdy jest na tyle silny, bo poradzić sobie nawet z codziennością szarego życia. Wtedy pojawiają się jakieś odchylenia. Tyczy się też to osób, które mają za łatwo albo zderzyły się z sytuacjami, o których zwykły śmiertelnik mógłby tylko pomarzyć. Ja uważam, że mimo wszystko powinniśmy rozpocząć od leczenia. Gorzej, gdy w Polsce ktoś po prostu wyśmieje nasz problem, łącznie ze specjalistą. Wtedy tracimy zaufanie, jeszcze bardziej zamykamy się w sobie.
W tym roku miałem jakąś błahą kontuzję ręki. Bałem się, że lekarz powie mi coś w stylu: "Boli? To proszę nie używać".
Potrafię sobie wyobrazić co czuje osoba, która mówi psychologowi czy psychiatrze, że źle czuje się w swoim ciele. Czuje pociąg do tej samej płci albo nie potrafi się identyfikować z żadną istniejącą. Jeśli na tym etapie jej rozterki zostaną zignorowane, no to faktycznie jedynym ratunkiem będzie szukanie zrozumienia u innych chorych, chirurgów i bóg wie co tam jeszcze.
Oczywiście można powiedzieć, że "a co mi to przeszkadza, niech sobie zmienia płeć na co chce" czy "a niech kocha kogo tam chce, póki nie dotyczy to mnie". Ale jak za 20 lat ktoś do psychologa przyjdzie i powie, że czuje się bardziej jeleniem niż człowiekiem to co, też chirurg zaimplementuje tej osobie poroża i każe chodzić na czworaka?