A co zostało?
Przypuszczałem że ktoś zapyta.
Na chwilę obecną ostały się:
- Astriksy - ten humor mnie po prostu bawi, komiksy są pięknie narysowane i to wspaniały pomnik europejskiej kultury. Jestem na tomie 13. Mam 25 tomów. Jak zbiorę i przeczytam całość to zdecyduje czy zostaną czy oddam je siostrzeńcom.
- Zygfryd - ten komiks mnie w jakiś sposób zaczarował poprzez połączenie historii i rysunków. Chciałbym jeszcze raz wrócić do tej historii za jakiś czas i ocenić czy wciąż mnie czaruje. Poza tym w pewien sposób jest to najbliższe co przeczytałem mojej wielkiej pasji jaką jest twórczość mistrza Tolkiena.
- Blacksad - absolutnie fenomenalnie narysowany komiks który powinien być wzorcem tego czym jest komiks. Co mam na myśli? Kiedy czytam jakiś komiks zadaje sobie pytanie. Czy dałoby radę tę historię opowiedzieć w formie książki lub filmu? W większości przypadków odpowiedź brzmi „tak”, co więcej w wielu przypadkach postać filmu/książki byłaby lepszym medium. Natomiast Blacksad nie sprawdziłby się ani jako film/serial (ludzie z głowami zwierząt? Kuriozum) ani jako książka („Blacksad był to czarny kot z rękami jak człowiek”) przez co jest tak wyjątkowy.
Nie twierdzę że powyższe pozycje są jakieś najlepsze ale do mnie przemówiły. Przeczytałem kilka komiksów które uważam za znakomite (Chłopaki, Dni których nie znamy) ale wiem że nigdy bym do nich nie wrócił.
Może to kwestia tego że wiele klasyki jeszcze przede mną (Strażnicy, Incal, Thorgal, Tintin, Sandman, epiki Spidermana itp.) ale po 150 albumach zupełnie różnych komiksów dochodzę do smutnej konstatacji że komiksy choćby najwybitniejsze to jest jednak kultura popularna. Ograniczenia tego medium szczególnie w zakresie opowiadania historii sprawiają że to dobra rozrywka, ale (narazie) nic poza tym.
Jako człowiek Batman mam kilka nietoperków które czekają na ponowną lekturę, głównie aby wyłapać smaczki, ale po niej na 100% wylecą (Rok pierwszy, Azyl Arkham). SH zawsze mogę kupić cyfrowe jeśli będę chciał wrócić.