Dwa razy mnie coś podobnego dopadło. Z tym, że za każdym razem przyczyna była inna.
Pierwszy raz pod konie lat 90tych, gdy zaczęły mnie męczyć i nużyć Semiki. Rzuciłem je w cholerę,
a wraz z nimi niemal wszystkie komiksy. Depresja trwała tak mniej więcej 1998-2002. Przez
ten czas z poczucia dziwnego obowiązku kupowałem tylko Thorgala i XIII. Reszty nie brałem,
ani nie wracałem do przeszłości. Przeszło mi ok. 2002 gdy pojawiła się Mandragora, Egmont poszerzał
ofertę, słowem rynek zaczął się rozkręcać. Zaczęły kusić okładki i znów w to wszedłem.
Drugi przypadek to inna kategoria. Miał podłoże nie tyle psychiczne co bardziej fizyczne.
Jakieś pięć lat temu zaczęły mnie męczyć tak komiksy jak i książki. Męczyły mi się oczy od czytania,
traciłem kontrolę nad fabułą, jeszcze rysunki jakoś chłonąłem ale nudziło mnie czytanie tekstu.
Łapałem się na tym, że nie wiem o czym czytam. Wmawiałem sobie że to może kolejna depresja,
że książki (komiksy) są nudne, za ciężkie, że może już nie lubię czytać i pora kończyć. Przypadkiem ktoś
namówił mnie na kupienie sobie okularów do czytania. Kupiłem sobie takie tanie +2. I co się okazało ?
Narodziłem się na nowo. Wszystko nagle stało się większe, wyraźniejsze, tekst zrozumiały, rysunki piękne.
Zacząłem pochłaniać książki i komiksy. Odzyskałem radość czytania jak bym był dzieckiem.
Potem się okazało, że jednak muszę nosić okulary na stałe, co jest dla mnie pewnym dyskomfortem.
Ale plus chociaż taki, że mogę chłonąć wszystko i czerpać z tego przyjemność. Po prostu wcześniej
słabł mi wzrok (a co za tym idzie koncentracja i skupienie na tekście). Ot cała tajemnica.