Znalazłem na starym dysku listę komiksów posiadanych w 2014 roku. 1198 tytułów.
Rok później sprzedałem 99% z nich. Nie ze względu na czytelniczy kryzys czy zmęczenie medium - ot, trywialne sprawy socjalno-bytowe.
Od kilku lat idzie OK, sporo kupuję. A z tamtej listy interesuje mnie jedynie 96 pozycji. Część już mam, część jest na spokojnie do odkupienia.
Ale to raptem 8% tego, co uzbierałem przez dekadę (od 2004).
Powyższe liczby i fakty sprawiają, że jestem bardziej niż sceptyczny wobec kompulsywnego (czy jakiegokolwiek innego) kolekcjonerstwa
