Osobiście lubię kiedy mamy bardziej kompletne wydania, w których komiksy są "wyjaśniane".
Czyli dodatki, ale nie tylko z jakimiś szkicami. Bardziej złożone dodatki, wymagające pracy ekspertów, rozdrabniające przetwarzany materiał na części pierwsze. Sam komiks potrafi mieć masę odniesień, których nie wyłapujemy, lub nie chce nam się nawet ich wyłapywać.
Legendarny już leksykon do Asterixa to najlepszy przykład takiej pracy. Część komiksu, która sprawiała, że zaczynaliśmy go lepiej rozumieć, odniesienia, łacińskie cytaty, nie mówiąc już o warstwie edukacyjnej. Sądzę, że każdy bardziej złożony historyczny album mógłby dostać taki niewielki bonus, nawet za cenę kilku złotych więcej.
Innym przykładem dobrze wytłumaczonego komiksu jest seria Providence (z prequelem Neonomicon). Nie tylko fajnie, spójnie wydana, ale dobrze opisane są odniesienia przez zatrudnionego konsultanta - wielkiego fana Lovecrafta. Po prostu wzorowo wykonana praca. Nie wyobrażam sobie, że takich dodatków mogłoby nie być.
Dlatego lubię kiedy jakieś grubsze wydanie ma chociaż jakieś wprowadzenie, które coś tam opisuje, nakreśli czytelnikowi jakąś historię dzieła i drobne ciekawostki - pan od popkultury w komiksach Egmontu dobrze się spisuje w tym temacie.
Poza tym:
Drodzy wydawcy, grubsze tomy niż integral w miękkiej okładce to zbrodnia! Niedawno widziałem akcję ze Sknerusem, gdzie było kilka wydań. Uważam, że jeśli coś ma być na miękko, to przynajmniej część nakładu powinna być również w wydaniu na twardo. Choćby w limitowanej ilości.
Merch:
Jeśli coś jest w wersji premium, deluxe a szczególnie z ograniczonym nakładem, to zawsze fajnie jak taki produkt dla koneserów dostanie jakąś zakładkę. Jeśli coś jest grubaskiem, plus 400 stron, to przeważnie jest to produkt droższy, a kupujący go chciałby poczuć się wyjątkowo i wtedy drobny bonusik spełniłby ten element. Skoro ma ten dodatkowy kawałek papieru, to jest to coś mniej masowego, a nastawionego na wymagającego klienta.
W Egmoncie modne stały się slipy. Taka "bielizna" na kilka tomów sprawia właśnie, że mamy wrażenie, że bierzemy coś kolekcjonerskiego. Szkoda tylko, że nie można ich kupić osobno.
Egmont i jego nieudolny merch to również akcja z grafikami do kaczek. W sklepie Egmontu raz dodawano je gratis (olewając m.in. preorderowców), a raz nie. Zależy jak się trafiło. Fajnie, że wydawca coś tam kombinuje, ale niestety nie tak to powinno się robić.