Trochę mnie tu nie było, a że coś tam ostatnio przeczytałem to wrzucę szybkie oceny i dwa słowa o komiksie.
Sezon spadających gwiazd (8/10) – pełne wydanie krótkich opowieści młodego chłopaka, których motywem przewodnim jest gra w szkolnej drużynie koszykówki. Śledzimy jego codzienne życie, relacje z rówieśnikami, domowe sytuacje z babcią, ojcem i psem. Zabawne, życiowe, czasem nawet wzruszające. „Polskie fistaszki” to jak najbardziej adekwatne określenie. Jak dla mnie najlepszy polski komiks tego roku. Super!
1629 albo przerażająca historia rozbitków z Dżakarty (7/10) – godna kontynuacja historii z tomu pierwszego. Śledzimy dalsze losy ocalałych z morskiej katastrofy. Jak łatwo się domyślić grupa dzieli się na dwie części, a silnoręcy rozpocznają przerażającą spiralę przemocy. Bardzo dobre ilustracje podparte mocną historią bazową z autorskim twistem. Warto.
Rycerz Psi Łeb. Tom 1 – zupełnie nie miałem oczekiwań, a dostałem całkiem zgrabną i lekką opowieść rycerską. Dwójka głównych bohaterów przemierza Francję, aby uczestniczyć w pojedynkach rycerskich i udowodnić swoją wartość w pojedynkach z bardziej znanymi wojakami. Wizualnie bardzo fajnie to wygląda. Historia nie jest niczym ciężkim i wyjątkowo odkrywczym, ale płynie się przez to bardzo przyjemnie, bo bohaterowie sympatyczni, a dialogi nieprzegadane. Chętnie sięgnę po kolejną część.
Hej, Djo! (7/10) – opowieść o wakacyjnej wyprawie ojca i syna, która ma ich do siebie zbliżyć. Mężczyzna to kierowca ciężarówki, który wozi towary na północy Francji i Belgii. Panowie napotkają różne życiowe sytuacje i osobowości, które związane będą z różnymi stereotypami, ale postawią przed głównymi bohaterami ciekawe pytania. To dość powolna opowieść drogi i obraz relacji ojca i syna. Przyjemna kreska i kolory. Ocena może trochę na wyrost, ale akurat dobrze utrafiło w dzień, bo miałem ochotę na taką lekturę.
Życie Kola (6/10) – lektura niełatwa, bo historia opowiada losy człowieka z patologicznego domu, który to patologię tę przenosi kolejno na swoją rodzinę. To portret człowieka z międzywojnia – epoki trudnej, która naznaczyła swoją okrutnością niejednego naszego rodaka. Cieżka praca, bieda, wojenna tułaczka, szara rzeczywistość dnia codziennego. To dość depresyjny komiks obyczajowy z mocnym sznytem historycznym. Dla mnie lektura jednorazowa, bo temat trudny i ciężki, ale doceniam solidną robotę.
Ideał (6/10) – obyczajówka osadzona w niedalekiej przyszłości, gdzie AI stał się częścią dnia codziennego. Przeżywająca kryzys para wprowadza do swojego domu robota, który do złudzenia przypomina młodą wersję Pani domu. Eksperyment lekko wyrywa się spod kontroli, ale czy pierwotna intencja była tą prawdziwą? Nieśpieszna opowieść z kilkoma ciekawymi pytaniami o granice człowieczeństwa. Warto rzucić okiem.
Roślinny Ogródek Działkowy (6/10) – sympatyczne perypetie pary, która zakupiła swojego „RODosa”. Jako, że również jestem dumnym posiadaczem takiej nieruchomości to odnalazłem tam zaskakująco dużo historyjek, które sam miałem okazję przeżyć. Sympatyczna rzecz, ale raczej dla osób zainteresowanych tematem.
Old Boy (tomy 1-4) (5/10) – daję ocenę zbiorczą dla całej serii. Świetny, intrygujący początek, ale im dalej w las tym opowieść zaczyna lekko męczyć i chcemy już poznać ostateczne wyjaśnienie. To jak dla mnie było dość sporym zawodem. To taka gorsza wersja opowieści Urasawy – jest super pomysł, który często pod koniec nie dowozi i pozostaje niedosyt niewykorzystanego potencjału.
Pillow man (5/10) – dość absurdalna historia o tym, jak facet szukający bezskutecznie pracy zostaje tytułową…poduszką do snu. Oczywiście w przenośni – staje się bowiem osobą, która ułatwia samotnym kobietom zaśnięcie. Z samej akcji niewiele wynika i komiks kończy się dość bezjajecznie i pozostaje obojętne wzruszenie ramionami. Ilustracje przyjemne.
Dystopolis (3/10) – oj duży zawód. Oprócz bardzo fajnej szaty graficznej przywodzącej na myśl Incala niestety próżno szukać tu innych pozytywów. Fabuła nierówna i chaotyczna, mało wciągająca historia…jednym słowem narracyjnie nic co by przyciągnęło czytelnika, żadnej postaci, której byśmy kibicowali. Czytałem to wczoraj i już połowa treśli wyleciała z głowy. Szkoda, bo miałem wysokie oczekiwania.
Milenium (3/10) – nie lubię określenia „generyczny frankofon”, ale tutaj niestety pasuje, jak ulał. Handlarz relikwii religijnych i jego kompan-osiłek przemierzają średniowieczną Europę, aby walczyć ze złolami z różnych zakonów, jakimiś potworami i upiorami, religijnymi fanatykami. Nudny, przegadany – zupełnie mnie nie wciągnął. Wizualnie ok, ale też bez żadnego zachwytu. Szkoda czasu.