Mike Baron i inni – "Punisher: Epic Collection – tom 4: Układanka Jigsawa"Z lekkim opóźnieniem (spowodowanym głównie cofnięciem się do Essentiala Mandragory), ale nadrobiłem właśnie następnego Epika z Punisherem. Czwarte w kolejności "Jigsaw Puzzle" to ponownie pół tysiąca stron przygód Franka, wywodzących się głównie z jego solowej serii (otrzymujemy zeszyty #35-48), wzbogacone o dwa one-shoty i annual.
Za scenariusz nadal w zdecydowanej większości odpowiada Mike Baron, jednak otwierająca tom historia "The Punisher: No Escape" wyszła spod ręki Gregory’ego Wrighta. Nie spodziewałem się po tym komiksie wiele, bo już okładka zbioru, która pochodzi właśnie z tego wydania, zwiastuje silniejsze osadzenie w realiach Marvela, co nigdy nie jest moim ulubionym motywem w tytułach z Castlem, ale zaskoczyłem się całkiem pozytywnie. Fakt, to taki typowy crossover, w którym bohaterowie zanim się pogodzą, muszą obowiązkowo kilka razy zmienić stronę (pojawiają się Paladin i U.S. Agent), natomiast napisane jest to bardzo solidnie, a obecność superludzi nie przeszkadza, by dobrze się bawić. Może niekoniecznie chciałbym, aby główna seria krążyła w podobnych rejonach, ale jako dodatek może być, a i wykorzystane postacie są dobrze dobrane pod Franka. Koniec końców fabuła jest sprawna i ze sporą ilością akcji, stanowi też niezły wstęp do całości, bo do obecności wątków superhero w tym tomie będziemy już musieli przywyknąć.
W dalszej kolejności przechodzimy do tytułowej układanki. "Jigsaw Puzzle" Barona składa się z sześciu zeszytów regularnej serii, które w tym czasie wychodziły wyjątkowo w trybie dwutygodniowym. I według mnie to niestety widać. O ile początek nie zapowiada się źle, tak im dalej, tym mocniej uwidacznia się pośpiech i brak dopracowania scenariusza. Autor w pewnym momencie odlatuje w dziwnie mistyczne rejony, jednak nie to, że pojawiają się tu elementy fantastyczne, jest największym problemem (choć też nie pomaga), ale fakt, że fabuła jest rwana, najeżona głupotami (latająca furgonetka Punishera?), a całość wyraźnie skręca w kicz i tandetę. Sam Jigsaw jest irytującym antagonistą, średnio kompetentnym i nieprzesadnie inteligentnym. W ogólnym rozrachunku komiks mnie wymęczył i pozostawił z kiepskim nastawieniem do dalszej części tomu. Prawdopodobnie to najsłabsze, co Egmont do tej pory wydał z Punisherem, to już wolę czytać te przestarzałe historyjki z Essentiala.
Zanim przejdziemy dalej, dostajemy list Barona, w którym odniósł się do krytycznych uwag fanów i zapewnił, że od teraz Frank będzie się mierzyć z bardziej przyziemnymi sprawami, a komiksy będą wypełnione brudem i zepsuciem. I tak faktycznie się dzieje, ale taki nagły przeskok wydał mi się nieco sztuczny, więc przez jakiś czas czułem jeszcze niesmak, a zmianę tonu odbierałem wyłącznie jako chęć gaszenia pożaru. Niewątpliwie jednak późniejsze zeszyty są lepsze i wracamy do raczej solidnego poziomu, który jak dotąd charakteryzował ten run. Trzeba też przyznać, że pokuszono się, aby wspomnieć o faktycznie mocnych tematach, jest też trochę krwi i momentami bywa zaskakująco brutalnie – mam wrażenie, że więcej tu dosadnych scen niż w poprzednich tomach. Nadal te historie bywają nierówne, pojawiają się różnego rodzaju głupoty lub naciągane motywy, choć całości udaje się poniżej pewnej granicy nie spadać. A są też zeszyty bardzo dobre, jak "Border Run", którego akcja zostaje rozwiązana w interesujący sposób, czy kilka innych ciekawych odcinków w rodzaju "Flag Burner".
Poza tym czeka na nas jeszcze drugi one-shot, czyli "Punisher: The Prize" Chrisa Hendersona. Tym razem fabuła ma trochę inny charakter. Scenariusz skupia się wokół dziennikarskiego śledztwa, w które angażuje się Frank, a w całości czuć nieco szpiegowski wydźwięk. Muszę przyznać, że tę historię czytało mi się naprawdę przyjemnie, bo pióro autora jest solidne, a intryga prowadzona bardzo satysfakcjonująco, dzięki czemu moje zainteresowanie utrzymywało się do końca lektury. Rozwiązanie zagadki może być kontrowersyjne – i tak, to następny przypadek, kiedy twórcy przypominają, do jakiego uniwersum należy Punisher – jednak ja poczułem się przekonany, a sam element świata Marvela, który został tu wykorzystany, uważam za sensownie wybrany, a przy tym będący dość fajnym nawiązaniem do przeszłych wydarzeń.
Na zakończenie zostaje jeszcze kolejny annual. Te przyzwyczaiły mnie do raczej niskiego poziomu, aczkolwiek otrzymujemy chyba najlepszy z dotychczasowych. Główna część jest oczywiście trochę wyrwana z kontekstu, bo dostajemy tylko fragment poświęcony Punisherowi, obowiązkowo też musieli pojawić się jacyś cudacy, jednak sama w sobie jest całkiem niczego sobie. Jest dużo krwi, gościnnie pojawia się Nick Fury, a gdyby nie tragiczny design przeciwnika, z którym musi się zmierzyć Castle, praktycznie nie miałbym zastrzeżeń. Poza tym jest też kilka pomniejszych historii, w tym krótkie przypomnienie genezy Punishera (nic nowego, ale solidnie przedstawione), następna solowa opowiastka o Micro i lekcja od Franka, dlaczego warto zapinać pasy, jeżeli jest się gangsterem i akurat siedzi koło niego w samochodzie.
Od strony graficznej w większości nie mam uwag. Nadal to klasyczna kreska, która mnie zasadniczo kupuje i zazwyczaj przyjemnie mi się ją ogląda. Autorów jest wielu, pojawia się kilka nowych nazwisk, z których część dobrze się odnalazła (Hanson, Haynes, Smith), wraca też stary wyjadacz Reinhold (chociaż w tym tomie wypada według mnie rozczarowująco). Podobnie jak w kontekście scenariusza, tak i rysunkowo najmniej przypadło mi do gustu "Jigsaw Puzzle". Niektóre numery są zwyczajnie brzydkie, a kolejne odcinki były rysowane przez różne osoby, co zaowocowało brakiem konsekwencji – różnią się nie tylko style, ale i wygląd postaci czy ich ubiór (a jeden z antagonistów chyba nawet zmienił kolor skóry?), gdzie czasami dany zeszyt rozpoczyna się bezpośrednio po poprzednim. Chwilami rysunki nie potrafią oddać wydźwięku fabuły, jak w momencie, gdy pewna bohaterka mocno przeżywa oszpecenie, tymczasem na kadrach wygląda, jakby miała na twarzy niewielkie zadrapanie. Generalnie dosyć chłodno odebrałem też prace Texeiry (są tu zawarte trzy numery z jego udziałem). Jakoś średnio podpasował mi jego styl, a nie pomaga, że większość z nich to – ponownie – fragmenty "Jigsaw Puzzle".
Z dodatków dostajemy jedynie trochę grafik, pojedyncze szkice i kilka stron poświęconych anulowanej powieści graficznej z udziałem Punishera i Nicka Fury’ego, która miała ukazać się w 1991 roku.
Całościowo lektura wyglądała więc różnie. O ile sporo zeszytów trzyma poziom i znajdą się historie, które są fajnie napisane bądź mają na siebie jakiś ciekawy pomysł, jest również bardzo nierówno i wyjątkowo dużo tu wątpliwych momentów. Jak na razie to najsłabszy Epic (a nawet Essential miał więcej uroku) i tak jak w przypadku poprzednich te gorsze fragmenty jakoś nie dawały o sobie tak mocno znać, tutaj w niektórych miejscach się wymęczyłem i przynajmniej 1/3 tego zbioru wypada w mojej ocenie poniżej oczekiwań. Także cóż, zobaczymy, jak obroni się "Capital Punishment", jednak "Jigsaw Puzzle" to zdecydowanie dolna półka oferty Egmontu z Punisherem.
Moja ocena 5/10.