Autor Wątek: Jakie komiksy właśnie czytacie?  (Przeczytany 768245 razy)

0 użytkowników i 11 Gości przegląda ten wątek.

Online Castiglione

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2805 dnia: Śr, 02 Październik 2024, 23:43:42 »
Czytalem go dawno temu i szczerze mowiac nie zrobil na mnie piorunujacego wrazenia. Byl ok, ale nic wiecej.
Czytałem kilka lat temu i podobnie go odebrałem. Być może była to kwestia zawyżonych oczekiwań, ale trochę się zawiodłem, zwłaszcza że niedługo wcześniej przeczytałem kapitalne "Love and War" i "Elektra Lives Again" (chyba mój ulubiony DD od Millera). Na pewno materiał do powtórzenia w przyszłości, podobnie jak "The Man Without Fear", przy lekturze którego towarzyszyły mi analogiczne odczucia.

Offline Leyek

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2806 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 12:40:50 »
Transformers t. 1 Zamaskowane roboty - Jeśli to jest najlepsza seria z uniwersum Energonu to mam duże wątpliwości czy jednak chce poznać pozostałe (jak planowałem).
Graficznie wiadomo jest b. dobrze, choć mam wrażenie, że jednak delikatnie słabiej niż w poprzednich komiksach Johnsona (być może gonił czas), ale scenariuszowo to ten komiks strasznie nie dowozi. Sceny, które powinny grać na emocjach czytelnika (np. poświęcenie jednej z postaci pod koniec) są pokazane tak szybko + głupiutkie dialogi, że czyta się to jedynie ze wzruszeniem ramion. Jest to tym bardziej dziwne, że w poprzednich autorskich komiksach (Z całej pety!, Murder Falcon) autor potrafił to rozpisać takie elementy bardzo dobrze. Może problemem jest to, że tam był czas na bardziej rozbudowaną ekspozycję, a tutaj jedna "solówa" robotów przechodzi w kolejną. Same zachowania Transformersów, z obu stron, wskazują na to, że istoty z Cybertronu mają silniki, spluwy, ale mózgu u nich brak (choć w sumie ludzcy bohaterowie starają się też im w tym dorównać). I to wszystko powyższe może by tak nie przeszkadzało, jakby to był komiks skierowany do młodszych nastolatków, skupiony na akcji, wybuchach i beztroskiej rozwałce. Ale jeśli na samym początku rozrywane są postacie ludzkie, roboty nie patyczkują się w walkach ze sobą to oczekiwałem też fabuły skrojonej pod ciut dojrzalszego czytelnika. Wielki zawód dla mnie. 5/10.
« Ostatnia zmiana: Nd, 06 Październik 2024, 12:42:39 wysłana przez Leyek »

Offline donT

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2807 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 12:50:05 »
A kazdy dzwon dzwoni, ze to nowe Transformersy sa takie zajebiste.
😐
You know nothing. Hell is only a word. The reality is much, much worse.

Offline LukCook

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2808 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 13:01:04 »
A kazdy dzwon dzwoni, ze to nowe Transformersy sa takie zajebiste.
😐

Zgadzam się w 100% z opinią Leyeka - duży zawód. Johnson opiera swoje komiksy na podobym schemacie i bazuje na osobistej stracie. W poprzednich tytułach trzymało się to kupy, było poważniej. W Transformersach, akcja gna na złamanie karku a wydarzenia pomiędzy kolejnymi naparzankami, nie wzbudzają emocji.

Bardziej podobało mi się Void Rivals bo choć też gra zdartą płytę SF to przynajmniej trzyma w napięciu. Na dzisiaj nie zamierzam kontynuować przygód z Energonem.

Offline donT

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2809 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 13:12:59 »
Rozumiem i nie zamierzam polemizowac, bo nie jestem targetem dla tego tytulu. Bardziej odnosze sie do opinii jakie sa w sieci, glownie jankesow, ktorym na ogol niewiele trzeba, aby komiks byl super menciu ok cool.
😉
You know nothing. Hell is only a word. The reality is much, much worse.

Offline Zakrza

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2810 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 14:25:21 »
Też nie czułem jakiegoś wielkiego wow, czytając nową serię TF. Owszem, czyta się to przyjemnie, ale Eisnera bym nie dał ;) Wydaje mi się to momentami za bardzo chaotyczne i niekoniecznie dla nowych czytelników. Ja pamiętam Transformers z dzieciństwa, nie łapię się w relacjach między robotami. Poza tym niektóre są do siebie tak podobne, że czasami musiałem wracać kilka stron, żeby się połapać o co chodzi. Drugi tom pewnie kupię z ciekawości i dla satysfakcji, że dodaję +1 dla TF i wydawnictwa.

Dużo bardziej podobał mi się film Transformers One. Gdyby jeszcze była tradycyjna animacja, byłby majstersztyk. Szkoda, że ta produkcja przepadła w box office. Ale to dyskusja do innego tematu.

I też bardziej podoba mi się Void Rivals, które jest lepszym komiksem o Transformerach niż samo Transformers ;) Od początku mnie wciągnęło, a dalej jest tylko lepiej.

Offline Itachi

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2811 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 14:48:17 »
Transformers t. 1 Zamaskowane roboty

Zgadzam się, średniak. Graficznie ok, scenariusz pozostawia wiele do życzenia. To czysta nawalanka od a do z, bez większego ładu. Niestety. Nagle miało wydać dwie petardy, a wydali dwa kasztany  :o Roboty i Żółwie nie zachwyciły, a wręcz zniechęciły do dalszego kupowania. Dobrze, że recenzenci się jarają, bo dostali egzemplarze za free :)

Za to Hanami rozbiło bank. Billy Bat sztosik, czytałem wczoraj i pierwszy tom to jakaś totalna jazda bez trzymanki, ile tam się dzieje, ile tam rzeczy zostaje ukryte za zamkniętymi drzwiami. Intrygująca manga, przepięknie narysowana. Urasawa skonstruował dziwaczny świat, pozostaje trzymać kciuki aby finalnie wszystko spięło się w miarę logiczną całość. Issak i Billy Bat nakręciło mi ochotę na inne mangi od Hanami, no chłopaki zrobili mi zajebistą sobotę.

Także Roboty nie mają podjazdu do żadnej z tych mang, a więc

Transformers 6/10
Billy Bat 9/10
https://www.instagram.com/itach_i_93/

A co, chciałbyś mnie zadenuncjować jak ten konfident itachi?

Offline Death

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2812 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 14:52:22 »
Lista zakupów:
- Żółwie Ninja
- Transformers

Danke schön und Vielen Dank.

Offline Sędzia

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2813 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 15:00:03 »
Billy Bat 9/10

Jak wychodzi porównanie do Monster tego autora?

Offline Dracos

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2814 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 15:00:51 »
Lista zakupów:
- Żółwie Ninja
Danke schön und Vielen Dank.

Ten tytuł tez miałem dziabnąć, pomimo że jakiś szczątkowy sentyment z dzieciństwa mam to jednak te krytyczne opinie które są imo trzeźwe w osądzie osadziły mnie w miejscu. Ale żeby nie było tak kolorowo i tak kupię pewnie w to miejsce jakiegoś równie słabego frankofona bo nie będę się mógł powstrzymać od sparzenia ;D

Offline Itachi

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2815 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 15:12:39 »
Jak wychodzi porównanie do Monster tego autora?

Monster po czwarty tomie znudził mnie na tyle, że sprzedałem posiadane tomiki.

Billy Bat - co ja mogę napisać? Po pierwszym tomie mam tyle znaków zapytania odnośnie scenariusza, przedstawionych wydarzeń... Jest komiksiarz Japończyk, który rysuje swoją mangę w USA. Nagle dowiaduje się, że być może jego seria jest plagiatem, bo w Japonii też ktoś rysuje podobną serię. Kluczowa jest przeszłość głównego bohatera, więc ten decyduje się polecieć do Japonii i zweryfikować czy jest coś na rzeczy. W największym skrócie. Nie chcę Wam niczego zaspojlerować. Ogólnie jest jakaś zła siła w tym świecie, o której mało wiemy. A bohaterowie komiksu wcale nie wydają się być tylko postaciami narysowanymi na papierze, a wręcz przeciwnie... Ciągnie ich do realnego świata... Naprawdę nie wiem w jakim kierunku to pójdzie, ale gdzieś w głowie pojawiła się u mnie myśl że BB poprzepala mi styki w mózgu :)

https://www.instagram.com/itach_i_93/

A co, chciałbyś mnie zadenuncjować jak ten konfident itachi?

Offline Deepdelver

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2816 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 16:04:09 »
Trochę się tego nazbierało, więc lecimy z tematem:

Czarna Orchidea - melancholijna opowieść o poszukiwaniu tożsamości. Graficznie piękna reinterpretacja tytułowej postaci, ale też gęsta od pretensjonalnych wynurzeń Gaimana. Dla fanów sandmanowskiej narracji całkiem smaczna, dla pozostałych może się dzisiaj okazać już nieco zakalcowata.

Labirynt - przejmująca, dobrze rozpisana i narysowana inspirująca historia o przyjaźni, z satysfakcjonującym (choć nieco przewidywalnym) twistem. Nie jest wybitna, ale bardzo prawdziwa i osobista, czuje się, że wynikła z odautorskiej potrzeby przekazania czegoś ważnego. Mi się podobało, chyba sobie zostawię.

Fungae - fajny wizualnie eksperyment formalny, który oferuje doświadczenie wręcz filmowe. Treści tu niewiele, ale w tle dość prostej fabuły możemy odszukać odniesienia bardzo uniwersalne, a świadomie kreowana atmosfera beznadziei mocno bije z kart komiksu. Można by się zastanawiać czy nie mamy tu przerostu formy nad treścią, ale generalnie jest bardzo dobrze - to solidny tytuł bez zauważalnych wad.

Wrzaskun 1-2 - no nie podobało mi się, a według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinno. Rysunkowo fajnie, bohater ciekawy, ale komiks nie bardzo wie do kogo chce iść - dla starszych nastolatków i dorosłych jest zbyt infantylny, a wzajemnego okaleczania się (w stylu Happy Tree Friends) oraz opowieści o pieszczeniu księżniczek i wpychaniu im języków jest stanowczo za wiele nawet dla starszych dzieciaków. Crindżowe to było dla mnie doświadczenie i raczej poślę tytuł w świat niż zostawię dla potomnych.

Miasto - świetna pozycja, chociaż spodziewałem się solidnego średniaka. Epizodyczna formuła bardzo dobrze komponuje się z głównym założeniem opowieści, czyli wrzuceniem nieświadomego bohatera w obcą, chaotycznie zmieniającą się rzeczywistością, a wszystko to spięte sensowną fabularną klamrą. Do tego znakomite grafiki w czerni i bieli. Podobało mi się nawet bardziej niż Hombre.

Most Heksagon - tu mamy wyjściowy koncept nieco podobny do tytułu powyżej (protagonista eksploruje alternatywny, niestabilny świat), ale akcenty rozłożone są diametralnie inaczej - opowieść jest rozciągnięta w czasie i "rozwodniona", co przekłada się na znacząco niższy ładunek emocji towarzyszących lekturze. Do tak mało skondensowanej fabuły pasuje zastosowana subtelna kreska, lekka i przestrzenna kompozycja oraz pastelowe barwy, ale nie takie chyba było założenie twórców. Bez większej straty można by ten komiks zmieścić na połowie stron. Na plus zaliczam oprawę graficzną - nie wyrywa z butów, ale ma swój lekki styl, szczególnie podobało mi się umiejętne operowanie światłem, urzekła mnie też sekwencja obrazów, w którym postać z jednego rzuca cień na następny. Na pewno nie jest to lektura obowiązkowa, ale można dać jej szansę.

Przesilenie - niepozorna, ale bardzo przemyślana historia. Główna oś fabuły w postaci generycznego questu fantasy szybko okazuje się tylko fasadą do rzeczywistej wymowy komiksu, to jest opowieści o zmaganiach z wewnętrznymi przeciwnikami - obawami, ambicjami, niedopowiedzeniami, niską samooceną. W tym aspekcie lektura przypominała mi trochę "Lightfalla", ale w "Przesileniu" akcent na wewnętrzne przeżycia jest znacznie silniejszy i położony bardziej świadomie. Graficznie jest bardzo solidnie, bohaterów da się lubić, podobały mi się środki wyrazu czysto komiksowe, np. zasłaniające się nawzajem dymki, emocje wyrażane są bardziej obrazem niż gadaniną. Klejnocik - wartościowy i bardzo osobisty tytuł, z potencjałem na wielokrotną lekturę.

Głębia 1-5 - długo się zbierałem, podchodziłem na dwa razy, ale jak już weszło to mocno. Trzeba przywyknąć do specyficznej kreski - miejscami znakomitej, miejscami szkicowej, a kiedy indziej wręcz karykaturalnej (nienaturalnie porozciągane twarze, które wyglądają okropnie). Jest to nienatrętnie feministyczna (praktycznie wszystkie ważne, silne i wartościowe postacie to kobiety) opowieść o nadziei, która jest tutaj odmieniana przez wszystkie przypadki. Konstrukcja fabularna jest rozbudowana i bardzo dynamiczna, ale liniowa i przebiega według schematu: bohaterowie mają problem -> prawie rozwiązują problem -> niespodziewana katastrofa, wszyscy prawie giną, ale nikt naprawdę -> prawie rozwiązują problem -> kolejna katastrofa itd. W czasie tej gonitwy zapadającym się fabularnym korytarzem bez przerwy snują filozoficzne rozważania o nadziei. Ba! Posiadanie nadziei lub jej brak jest tu praktycznie jedynym czynnikiem determinującym działania bohaterów i całych społeczności. Ci wierzący w przyszłość są ok, ci pozbawieni tej wiary to degeneraci. Przez tysiące lat od katastrofy klimatycznej niedobitki ludzkości powinny się jakoś emocjonalnie ogarnąć z bieżącą sytuacją i zbudować szersze spektrum światopoglądów. Męczy też to, że postacie co rusz zmieniają strony i motywacje (choć w przypadku głównych bohaterek po części można tłumaczyć to traumatycznymi doświadczeniami z czasu brutalnej rozłąki). Widać, że autor lubi swoich bohaterów i co rusz w ostatniej chwili rezygnuje z zamiaru ich uśmiercenia, co też daje efekt znużenia efektem cudownych ocaleń. Zbytnie rozciągnięcie historii, powtarzające się schematy, przebodźcowanie czytelnika kalejdoskopem zdarzeń i wrażenie nieustającego punktu kulminacyjnego odbiera część mocy epopei, ale jej nie dyskwalifikuje. To w gruncie rzeczy pozycja bardzo dobra, solidna i prawdziwa, choć miała papiery na coś wybitnego. Wynikła jednak z autentycznej potrzeby opowiedzenia o sile nadziei - dla autora było to ważna i ja to szanuję. "Głębia" zostaje na półce, jeszcze do niej wrócę.

Slaine: Kroniki Brutanii 1-2 - mój powrót do Slaina po wielu latach (wcześniej czytałem tylko Egmontowe wydania). Ta swoista rekonstrukcja serii inaczej rozkłada akcenty, ale to nadal stary dobry Slaine - kwadratowy mięśniak z kwadratowymi tekściorami. Tradycyjnie rąbania jest sporo (ale tylko w znaczeniu okaleczania, bo obyczajowo komiks jest bardzo grzeczny), posoka wręcz wylewa się z kart komiksu, a bohater przez większość czasu paraduje skąpany we krwi na wysokość nosa. Krwi przeciwników, ale i swojej, bo nie raz zbiera w tym cyklu solidny łomot. Nie jednak kondycja fizyczna jest tutaj jego słabością, a wrażliwa konstrukcja psychiczna, o którą byśmy go nie podejrzewali. Ten napompowany testosteronem, podstarzały oprawca załamuje się bowiem za każdym razem gdy oponent zasugeruje mu pochodzenie z nieprawego łoża czy rozwiązły charakter matki (która jest to całkiem ciekawą postacią). Na początku jest to rozczulająco zabawne, z czasem jednak czytelnik rozumie, że to ważna kwestia - Slaine to człowiek-symbol, archetypiczny syn bogini-ziemi, więc i świadomość rodowej ciągłości może być źródłem jego mocy. W sumie za czasem przekonała mnie taka koncepcja. Nie ma Ukko, ale wprowadzone zostają ciekawe postacie Sinead i Gorta, fabuła ma nawet ręce i nogi (czego się nie da powiedzieć o wrogach głównego bohatera po ich konfrontacji). Bałem się mojej reakcji na odejście w warstwie graficznej od "ziemistej" estetyki Bisleya, ale zmianę na malarski styl Davisa przeszedłem bezboleśnie, bo komiks wygląda cudownie od konceptu po realizację. Tu po prostu nie ma słabych ilustracji, oprawę wizualną i stylistykę kupuję bez targów. Tłumaczenie jest kanciaste - nawet na standardy pompatycznych, maxiarskich bonmotów Slaina fraza "Jestem wytrzymały na takie nienawistne czyny!" brzmi co najmniej niezręcznie (podobnie jak lejtmotyw "Jestem wybitnie drastyczny w sztuce przemocy!"). Niefortunne jest konsekwentne stosowanie formy "lenić" zamiast jednoznacznego "linieć", przez co można odnieść wrażenie, że demoniczni przeciwnicy protagonisty marzą głównie o tym by wreszcie poleniuchować ("Nadszedł czas lenienia!"). Razi też współczesne, wręcz techniczne słownictwo ("resetować"). Ale w sumie nie kupiłem Slaine'a żeby rozkoszować się warstwą tekstową, a ilustracyjną. Bawiłem się dobrze i dlatego zostanie na półce.

Slaine: Pogromca smoków - epicki finał wydarzeń zapoczątkowanych w Kronikach Brutanii, gdzie bohater staje do ostatecznej walki z Trojanami Brutusa. Już na pierwszy rzut oka widać, że będzie inaczej - z uwagi na skromną objętość napisy na grzbiecie niezbyt współgrają z dwoma poprzednimi tomami (to źle), zachowano jednak ich nieduży format (to też źle). Również styl rysowania Manco bardzo różni się od Davisa, ale to nie zarzut, bo graficznie mamy tu wręcz obłędną jakość. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że polskie wydanie bazuje tradycyjnym, a nie tym z podrasowanymi kolorami (i chyba dobrze). A treściowo? No cóż, Slaine zna już swoje pochodzenie, Gorn i Sinead poszli w swoją stronę, a Ukko pojawia się tylko w krótkim wspomnieniu, więc Slaine w zasadzie nie ma z kim pogadać i nie ma pretekstu by zwracać uwagę na jego życie wewnętrzne (jakby nie było ubogie). W dodatku wszystkie pionki już zostały rozstawione na szachownicy w poprzednich tomach. A zatem "Pogromca smoków" to już tylko karuzela przemocy na pełnych obrotach i nieustająca sieczka przyprawiona wybuchami testosteronu i zgrzebnymi bitewnymi obelgami. Tłumaczeniowo komiks zgrzyta - w monumentalnej scenie gdzie Slaine wykrzykuje swój rzeczywisty rodowód zamiast wyliczanki "Jestem synem A, syna B, syna C" dostajemy "Jestem synem A, synem B, synem C", co daje groteskowy efekt (znowu ta puszczalska matka). Ale summa summarum to nie ma znaczenia, w końcu taki jest Slaine, a ilustracje wybaczają wszystko - tutaj każdy kadr nadaje się na plakat. Dwa czarno-białe dopełniające tomu szorciaki (Bogatyr i Władca Łowów) też wizualnie prezentują wysoki poziom i trochę pogłębiają lore Slaine'a. Fajnie, że są, podobnie jak galeria na końcu albumu. Generalnie: pal licho fabułę i teksty, to przepiękny album, który pije się oczami.
« Ostatnia zmiana: Nd, 06 Październik 2024, 16:08:05 wysłana przez Deepdelver »

Offline bababatman

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2817 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 18:02:01 »
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin

Ostatni Ronin to komiks, którym jarałem się od momentu ogłoszenia jego zapowiedzi przez wydawnictwo „NAGLE!". Szalenie podobał mi się jego opis i bardzo klimatyczna okładka. Komiks zamówiłem w przedsprzedaży i odliczałem dni do momentu jego otrzymania. W końcu nastał ten dzień. Zająłem się lekturą i...czuje się odrobinę rozczarowany.

Komiks opowiada o ostatnim żyjącym Żółwiu, który za wszelką cenę próbuję pomścić swoich braci i ojca i zakończyć trwającą od lat wojnę pomiędzy zwaśnionymi klanami. Bohater przemierza futurystyczny Nowy Jork, by w końcu pokonać swojego wroga, jakim jest wnuk samego Shreddera. W pewnym momencie spotyka postać ze swojej przeszłości, łączy siły z podziemną grupą rebeliantów i staje do nierównej walki ze swoim adwersarzem.

Graficznie komiks prezentuje się całkiem dobrze. W projekcie brało udział czterech rysowników, których styl jest dość podobny. Sceny walk (których jest całkiem sporo) są rysowane w bardzo dynamiczny i miły dla oka sposób. W scenach retrospekcji pojawiają się czarno białe ilustracje nawiązujące do pierwszych komiksów o Żółwiach, co uważam za bardzo ciekawy zabieg.

Mam spory sentyment do Wojowniczych Żółwi Ninja. Grałem w gry, oglądałem praktycznie wszystkie filmy i kreskówki. Tym bardziej żałuję, że historia ta nie była dla mnie tak emocjonalna, smutna i wzruszająca, jak myślałem, że będzie. Fakt ten uważam, za największą wadę „Ostatniego Ronina". Liczyłem, że komiks uderzy mnie dużo mocniej, wywoła wzruszenie, smutek, a może nawet i płacz. Po lekturze nie czuję nic. Myślę, że miałem zbyt duże oczekiwania co do tego komiksu. Szkoda. Był potencjał na więcej. „Ostatni Ronin” to zatem (tylko) dobra pozycja, która na pewno przypadnie do gustu fanom Żółwi, ale raczej nie obrośnie specjalnym kultem.

6,5/10

Transformers, tom 1

Kolejny świetny komiks spod ręki Warrena Johnsona. Jego poprzednie tytuły (Murder Falcon i Z całej pety!) bardzo mi się podobały, więc nie mogłem przegapić kolejnego tytułu tego utalentowanego twórcy.

Transformers to komiks stricte rozrywkowy. Tytuł jest pełen dynamicznych i intensywnych scen akcji. Oprócz samej naparzanki robotów scenarzysta uderza również w bardziej poważne tony jakimi są strata, trauma czy poświęcenie. Artysta podkreśla również piękno oraz kruchość przyrody, a także znaczenie każdej formy życia.

Fabuła komiksu jest dość prosta. Na Ziemi ląduje statek pełen gigantycznych robotów. Szybko dochodzi między nimi do walki, w którą uwikłani zostają ludzcy bohaterowie, czyli Spike i Carly. Frakcja Deceptikonów zyskuje przewagę, a Autoboty zmuszone zostają do wycofania się. Szybko dowiadujemy się o konflikcie między robotami, poznajemy innych ludzkich bohaterów, doświadczamy kolejnych batalii i efektownych scen akcji, a wszystkiemu towarzyszą fantastyczne rysunki Warrena Johnsona. Fabuła może nie jest zbyt wyszukana i angażująca, ale największą siła pozostają postacie, ich uczucia, emocje, a także rodzące się między nimi relacje.

Transformers to bardzo udany początek nowej serii. Jestem ciekaw co przyniosą nam kolejne tomy.

7,5/10

300

Na lekcjach historii zawsze najbardziej lubiłem starożytność. Uwielbiałem słuchać nauczyciela opowiadającego o antycznej Grecji, czy Cesarstwie Rzymskim. Jedną z moich ulubionych opowieści była ta o legendarnej bitwie pod Termopilami i Leonidasie. To właśnie z historią dzielnych Spartan w swoim dziele zmierzył się nie mniej legendarny Frank Miller. Amerykanin udowodnił, że w swojej najlepszej formie potrafił tworzyć naprawdę fenomenalne komiksy. Szkoda, że najnowsze tytuły tego wybitnego artysty nie są, chociaż w połowie tak dobre, jak te pisane w latach 80 czy 90tych. 300 to sprawnie napisany komiks, gdzie największą rolę grają jednak rysunki. Liczne sceny walk są dobrze zilustrowane, a format i wydanie sprzyjają podziwianiu prac Millera. Podoba mi się ta interpretacja bitwy pod Termopilami.

7/10

Offline parsom

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2818 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 18:40:29 »
Transformers wyżej niż 300?

Offline bababatman

Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« Odpowiedź #2819 dnia: Nd, 06 Październik 2024, 19:47:06 »
Transformers wyżej niż 300?

Według mnie tak, ale tylko odrobinę. To nie jest tak, że Transformersów uważam za jakieś arcydzieło :D 300 był stanowczo zbyt krótki, zabrakło mi skupienia się na postaciach drugoplanowych, przez co nie czułem się emocjonalnie związany z żadnym z tych bohaterów. Generalnie adaptację filmową Snydera uważam za lepszą niż komiks.