Garth Ennis i inni – "War Stories – Volume One"Ostatnio znowu zacząłem czytać trochę więcej Ennisa, a że z rzeczy, które wyszły w Polsce w sumie niewiele mi zostało – nie licząc "The Boys", które jest aktualnie nie do dostania, tak naprawdę tylko dokończyć "Hitmana" i zainteresować się w końcu Sędzią Dreddem, co od jakiegoś czasu mam zamiar zrobić – wziąłem na warsztat edycje zagraniczne. Co prawda pierwszy tom "War Stories" już kiedyś czytałem po polsku, jednak było to dobrych kilka lat temu i nie mam już naszego wydania. Aktualnie za wersję Muchy musiałbym dać więcej niż za oryginał w miękkiej oprawie (wolałbym na twardo, no ale trudno), a dodatkowo nasza edycja jest niekompletna – amerykańska zresztą też, ale zawsze to dwa razy więcej materiału. Padło więc na zakup wydania z Avatar Press, które przejęło i kontynuowało ten tytuł po Vertigo. Plan zrealizowałem, a kilka dni temu zakończyłem lekturę.
Przewrotne "Johann’s Tiger", gorzkie "D-Day Dodgers", nieco luźniejsze "Screaming Eagles" i bardziej psychologiczne "Nightingale" to cztery historie, na które składa się ten tom. Każda z fabuł osadzona jest w realiach II wojny światowej, natomiast wszystkie to niezależne od siebie opowieści. Ennis każdą historię napisał w lekko odmienny sposób – różne postacie, czas czy umiejscowienie akcji – i ubrał w trochę inny klimat, zawsze jednak z tym samym przesłaniem i oddając honor ludziom. Tych zawsze wojna w jakiś sposób wyniszczyła, a niezależnie od swojej przeszłości, czy tego, po której stronie barykady się znaleźli, często chcą po prostu zachować się odpowiednio w swoich być może ostatnich momentach. Jak autor podaje w posłowiu, nie jest to komiks dokumentalny, a jedynie fikcyjne fabuły inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, aczkolwiek nie przeszkadza to, aby scenariusze były realistyczne i sprawiały wrażenie, że to, o czym czytamy, faktycznie mogło mieć miejsce. Każda z zawartych tu historii jest na swój sposób mocna i w każdej kibicuje się bohaterom, choć najczęściej wiadomo, że szczęśliwego zakończenia nie będzie. Ciężko wybrać mi moją ulubioną – przerabiałem na spokojnie po jednej na dzień i wszystkie cztery mi się podobały, a w danym momencie to chyba ta aktualna wydawała się najlepsza, więc na ten moment w pamięci mam zamykające całość "Nightingale". Natomiast fakt jest taki, że każda jest godna uwagi, bo to Ennis na poważnie i jakby nie patrzeć także stare dobre Vertigo, a to samo w sobie coś znaczy.
Pod względem graficznym mamy bardzo stabilny poziom. Każdą opowieść zilustrował inny artysta – w tomie możemy znaleźć pięć nazwisk: Chris Weston, Gary Erskine, John Higgins, Dave Gibbons, David Lloyd – z których wszyscy wykonali dobrą robotę, a kreska jest taka, jakiej należy się spodziewać po klasyku z Vertigo. Według mnie każda historia dobrze się prezentuje, a komiks pomimo kilku stylów wygląda dosyć spójnie. Jedyne zastrzeżenia, jakie mam, dotyczą rysunków Lloyda w "Nightingale", na których momentami trochę ciężko jest rozróżnić postacie.
To jednak jeden z nielicznych minusów, bo całość jest zdecydowanie udana. Scenariusz w wielu momentach kopie, a po lekturze poszczególne fabuły dalej chodzą po głowie. Myślę, że jest to materiał, o którym jak najbardziej mógłby przypomnieć sobie któryś z naszych wydawców i gdyby seria powróciła na rynek w jakiejś sensownej formie, ja na pewno byłbym zainteresowany. Coś te wojenne komiksy Ennisa u nas nie chwytają, a szkoda, bo to szeroki fragment twórczości tego popularnego przecież w Polsce autora. Póki co pozostaje zadowolić się oryginałami, co również polecam.
Trochę się wahałem z tą oceną, ale to jedna z lepszych rzeczy, jakie ostatnio czytałem – 9/10.