Dzisiaj jeden komiks przeczytany po tym, gdy ponad dwa lata przeleżał na półce i drugi przypomniany sobie po ponad dziesieciu latach.
Złoty wiek, część 2 (Timof)
Pięknie to jest narysowane (podobnie jak część pierwsza): "Złoty wiek" można oglądać godzinami i się zachwycać. Tylko zwrócę uwagę, że Cyril Pedrosa stosuje na niektórych planszach motyw narracyjny, który wykorzystał Gianni de Luca w swoich adaptacjach Szekspira (rozbudowane tło i przesuwające się w ramach jednego kadru postaci).
Jeśli idzie o historię, to nie jest już tak dobrze. Podobały mi się szekspirowskie z ducha motywy (rozmowa na murach Pawełka i Wszawiny na początku komiksu brzmi właśnie jak bardzo dobry początek jakiejś sztuki Szekspira), ale patrząc całościowo nie byłem w stanie kupić tego świata i przejąć się losem bohaterów. Akcja umieszczona jest w jakiejś fikcyjnej krainie. W recenzjach można poczytać, że to wariacja na temat Średniowiecza. No nie wiem, wariacją na temat Średniowiecza to byli "Towarzysze zmierzchu", a to jest czysta fantasy, wykorzystująca jakieś motywy średniowieczne. No bo co to za Średniowiecze, w którym nie ma w ogóle religii? Gdybym miał to streścić bez robienia spojlerów, to napisałbym, że jest to opowieść o ludziach mentalnie nam współczesnych, którzy zostali wrzuceni do jakiegoś świata fantasy. No właśnie: co ci ludzie z mentalnością XXI-wieczną robią w tym dziwnym świecie? Żeby nie było: ogólnie to nie jest zły motyw; znaczna część np. twórczości Andrzeja Sapkowskiego się na nim zasadza. Ale w tym komiksie akurat to zgrzyta, bo jest niekompatybilne z warstwą wizualną. Na tylnej okładce możemy przeczytać, że "średniowieczna baśń przekształca się w przypowieść społeczną". Niestety tak właśnie jest, przy tym ta przypowieść społeczna jest narysowana tak grubą krechą, że u mnie wzbudza co najwyżej wzruszenie ramion.
6,5/10 (historia: 4/10, część rysunkowa: 9/10)
Opowieści z hrabstwa Essex (Timof)
Przeczytane ponownie po wielu latach i odebrałem to jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. Wiem, że wszyscy to znają, doceniają etc. Niemniej: ależ to jest dobre. Mistrzostwo świata, jeśli idzie o komiksy obyczajowe, pokazanie relacji międzyludzkich, historii rodzinnych, emocji.... Momentami Jeff Lemire balansuje na granicy banalności czy taniego sentymentalizmu, ale nigdy jej nie przekracza.
Dodatkowo to jest komiks idealny, jeśli idzie o balans rysunków i opowieści. Te surowe, szkicowe rysunki są przejmujące, a jednocześnie - jeśli się przyjrzeć - jest w nich masa szczegółów (ewidentnie przemyślanych i umieszczonych z premedytacją). Obejrzałem jakiś czas temu zajawkę serialu, który powstał na podstawie tego komiksu i w sumie nie wiem, czy chciałbym go zobaczyć w całości. Pewnie gdyby był dostępny po polsku (a zdaje się, że nie jest) zrobiłbym to, ale czuję, że to byłby zawód - warstwa wizualna wydaje się być zbyt dosłowna:
https://www.youtube.com/watch?v=hBHhM_nnKEQKomiks oczywiście oceniam
10/10