Z ostatniego czytania. Tylko proszę o nielinczowanie (a zresztą . . .)
Wczoraj wpadła
Zjawiskowa She-Hulk. Plusy: rysunki jakie lubię u Marvela/DC
+ na upartego, jako tako sympatyczna bohaterka. Minusy: cała reszta. Czyli głównie
fabuła, będąca dla mnie strasznym badziewiem. Zły komiks, którego ciut ratuje szata graficzna.
Ocena: 1,5/5
Mam cichą nadzieję, że Wolverine będzie dużo lepszy

Dzisiaj za to połknąłem pierwszą część
Króla rozpustników. Miała to być razem
z "Piątą Ewangelią" ostatnia szansa jaką daję Lost in Time (do tej pory oprócz Hombre
i lekko naciąganą Walizką, same wtopy).
Niestety. Klapa na całej linii. Grafika koszmarna. Szkaradne gęby obu płci, kiepskie tła,
momentami kadry przypominają słabo pokolorowany szkicownik. Mylą mi się postacie.
Fabularnie trudno mi się wypowiedzieć, bo niewiele zrozumiałem. Za mocno chaotyczne,
pokręcone i mało czytelne jak dla mnie. Czytam i nie wiem co czytam. Klimatu zero.
Istna męka. Ocena pierwszej części: 1/5.
Ryczeć mi się chce jak pomyślę ile kasy umoczyłem. No cóż, nie poddam się.
Spróbuję odzyskać ile się da. Oba tytuły jutro wskakują na OLX.
Na chwilę daję sobie spokój. Muszę przez kilka dni dojść do siebie, a potem
bez większej nadziei biorę się za "Ewangelię".
Może mój post nic nie wnosi, sorry, ale musiałem się pożalić, jakoś to z siebie wyrzucić
