Jimmy Corrigan the Smartest Kid on Earth
Ten komiks chodzil za mna od dawna. Od tak dawna, ze odkad pamietam swoje wyprawy po dublinskich ksiegarniach, usmiechal sie do mnie z poleczek, krzyczac Kup mnie! Jednakze zawsze wydawalo mi sie, ze to nie dla mnie. Dziwnie narysowany, upchany milionem malutkich kadrow, z czcionka momentami tak mala, ze do czytania potrzebne sa okulary a la Stepien z 13 Posterunku. Niemniej jednak zapowiedz Timofa dala mi kopa w zadek i przypieczetowala co podejrzewam - i tak nastapiloby predzej czy pozniej. Poniewaz trafilem na uzywke Jimmiego, w swietnym stanie, za cale 8 euro, zakup byl czyms oczywistym. Czy bylo warto? Hmmm... poczatkowo chcialem nim rzucic o sciane - niby bardzo prosty plot, a kij wie o co chodzi. Pomieszanie z poplataniem. Rzeczywistosc, marzenia, sny mieszajace sie ze soba i wzbudzajace poczucie absolutnego zagubienia. ALE! Przekladajac kolejne strony, w pewnym momencie zdalem sobie sprawe jak okurwienczowpytedobry jest to komiks! Historia jest bardzo prosta - Jimmy to strasznie smutny, totalnie wyalienowany 36 letni facet, prowadzacy jeszcze smutniejsze, puste, pelne goryczy zycie. Pewnego dnia odzywa sie do niego ojciec, ktorego nigdy nie poznal i zaprasza do siebie. Rownolegle, cofamy sie w przeszlosc gdzie jestesmy swiadkami dorastania innego Jimmiego Corrigana - dziadka glownego bohatera. Ich historie przeplataja sie i w gruncie rzeczy sa do siebie bardzo podobne. I to wlasciwie tyle. Tak, to tyle. Tylko, ze sila komiksu nie jest historia, ale sposob w jaki jest opowiadana i przede wszystkim - jakich oraz ile emocji dostarcza. To tytul cholernie smutny, depresyjny, zmuszajacy do myslenia. Komiks, o ktorym sie mysli jeszcze dlugo po lekturze, siedzi w glowie i nie chce jej opuscic. Gwarantuje, ze Jimmy Wami pozamiata, spowoduje uczuciowy metlik i wzbudzi wdziecznosc, ze nie znalezliscie sie na jego miejscu. To komiks bez happy endu. No dobra, a rysunki? Kop w leb i cos niesamowitego! Niby proste, latwe i przyjemne ale ich ulozenie i kadrowanie jest tak oryginalne, ze klekajcie narody! Autor bardzo chetnie siega po takie rozwiazania jak schematy, diagramy, instrukcje obslugi. Plasze upchane sa dziesiatkami malutkich kadrow, ale dzieki temu narracja jest niezykle plynna. Wystarczy chwila obcowania z Jimmym aby stwierdzic, ze szata graficzna jest genialna. Nie wiem jak jak inaczej ja okreslic. Nie wiem czy sie w ogole da inaczej. I terazk tak - pomimo niewatpliwych plusow, ma on jednak w moich oczach jeden maly minus. To nie jest komiks dla kazdego. To nie jest cos czym mozna ekscytowc sie pomiedzy kolejnymi iksmenami czy innymi spandexami. Jimmy to tytul duzego kalibru. Nie chce zabrzmiec snobistycznie, ale to tytul dla wyrobionego czytelnika, ktory wie czego w komiksie szuka i nie boi sie eksperymentowania z forma. Podchodzac do niego w taki sposob, nie zawiedziecie sie. Jak juz zaklika, to po calosci. Dla mnie to petarda i najlepsza rzecz jak czytalem w tym roku. 10/10.
edit: literowka