Tom King, Jorge Fornés - "Rorschach"W gruncie rzeczy "Rorschach" wpadł mi w ręce za sprawą przypadku. Co prawda miałem go zapisanego gdzieś na liście tytułów, którymi jestem zainteresowany, ale podchodziłem do tego komiksu z rezerwą. Raz, że konfrontacja z Moorem raczej na pewno miała okazać się przegrana, dwa – "Szeryf Babilonu" Kinga, którego czytałem jakiś czas temu, średnio mi się spodobał i kolejna rzecz jego autorstwa nie była dla mnie priorytetem.
Jak się okazało, "Rorschach" w znacznej części funkcjonuje zupełnie niezależnie od "Strażników". Do tego stopnia, że przez dłuższy czas zastanawiałem się nad zasadnością osadzenia fabuły w tym uniwersum, bo na dobrą sprawę mogłaby się dziać wszędzie, a niekoniecznie tutaj. Natomiast po przeczytaniu całości jestem w stanie powiedzieć, że autor faktycznie miał pomysł jak w nieoczywisty sposób nawiązać do klasyka Moore’a i finalnie komiks nadal działa jako samodzielna opowieść, ale nabiera szerszego kontekstu w odniesieniu do oryginalnych "Strażników". A przy tym pod każdym względem jest bardzo różny od dzieła Moore’a.
Od strony fabularnej mamy do czynienia przede wszystkim z wciągającym thrillerem, w którym wszelkie wątki SF czy związane z superbohaterami spadają na dużo dalszy plan. Komiks kręci się wokół śledztwa prowadzonego po nieudanym zamachu na kandydata na prezydenta, którego chciał dokonać zamachowiec w masce Rorschacha. Muszę przyznać, że King pod każdym względem wywiązał się ze swojej roboty. Historia angażuje, utrzymuje w zaciekawieniu i zaskakuje zwrotami akcji, a jako całość wypada składnie i przekonująco. Scenarzysta w pewnych momentach trochę bawi się narracją, dzięki czemu dodaje jej różnorodności, która uatrakcyjnia lekturę, ale wspomniane zabiegi wypadają naturalnie i nie odbijają się na płynności lektury.
Co mnie nie do końca przekonało, to taka warstwa meta, która miejscami tu występuje. Niezbyt jestem fanem motywów typu komiks o komiksach. Kiedy okazuje się, że co druga postać (choć teraz oczywiście wyolbrzymiam) jest rysownikiem, scenarzystą lub fanem komiksu, to wydaje mi się to wymuszone, a takie zagrania odbieram jako trochę oklepane – wynikające tylko z tego, że historia, którą śledzimy, sama rozgrywa się na kartach komiksu. Mimo, że w trakcie przekonałem się do tego pomysłu – przynajmniej w pewnym stopniu – to jednak kolejne nawiązania do rzeczywistych osób związanych z medium wydały mi się nadal nieco tanie. I tak, wiem, że u Moore’a też mieliśmy komiks w komiksie, ale u niego ten wątek był dużo lepiej poprowadzony i wpleciony do fabuły.
Natomiast oceniając "Rorschacha" za całokształt, jestem bardzo zadowolony z tej historii. Pełnego obrazu dopełnia przyjemna dla oka warstwa graficzna autorstwa Jorge Fornésa, którego skrupulatne rysunki i realistyczna kreska dobrze uzupełniają się ze scenariuszem Kinga i całkiem nieźle korespondują z ilustracjami Gibbonsa w "Strażnikach". Projekt więc jak najbardziej uważam za udany, lektura okazała się pozytywnym zaskoczeniem i z mojej strony w pełni polecam.