Kolekcja Bohaterowie i Złoczyńcy - Legion Superbohaterów.
Słyszałem przed lekturą, że narracja w komiksie to typowy męczący dialogami
Marvel i niestety tak, dialogi są najgorszym elementem tego tytułu. Mogą naprawdę spowodować zmęczenie i to one moim zdaniem doprowadzają do sytuacji, że żeby przypomnieć sobie co i jak, musimy co jakiś czas cofać się 1,5 zeszytu wstecz. Jestem zdania, że gdyby nie one, dziejąca się w kilku miejscach jednocześnie akcja nie przyprawiałaby o taką przymułkę.
Na każdej prawie stronie dostajemy coś w stylu:
- Szybko, Super Boyu, pomóż mi, kiedy powstrzymuję tego XYZ moimi ultranatywnymi mocami.
- Już pędzę, Saturn Girl. Dzięki mojej super-szybkości zaraz będę przy Tobie.
Dżizas fuck.
Dodatkowo problematyczne dla mnie było nagromadzenie bohaterów. W jednym z zeszytów mamy wyliczonych 22 członków Ligi plus 2 na emeryturze (faciowi nawet nie omieszkali przysporzyć brzuszka). Ciężko było za tym nadążać.
Plusy:
- Co utrzymało mnie przy lekturze, to kosmos
Marvela. Asteroidy, planety, inne cywilizacje i te typowe dla
Marvela kosmiczne tła. W ogóle już w samej przedmowie autorzy zwracają uwagę na walor SF dodany to komiksu i to mi chyba sprawiło największą frajdę. To też taki komentarz dla wyrażonych w innym wątku wątpliwosci łączenia SH-SF. Wydaje mi się w ogóle, że SH długi czas zaliczano do gatunku SF, prawda?
- Rysunki. Niby typowe rzemiosło ale ja zauważam tu wyraźne nawiązania do Jacka Kirby, a niektóre kadry z kolei przywołują mi skojarzenia z pracami Druilleta. Graficznie komiks spokojnie poradziłby sobie w większym formacie.
- Rozpiętość fabuły: od futurystycznych przeciwników po pojedynki na miecze u średniowiecznej cywilizacji. Czary, palenie na stosie, trochę karate

Podsumowując, komiks na razie zostaje. Zalecana dawka maksymalna: 1 zeszyt dziennie.
Button Man.
Tu będzie krótko, bo kogo miałbym przekonać, to i tak już nie kupi.
Dostałem dokładnie to, co było obiecywane. Rysunkowo spodziewałem się trochę więcej, jednak ten autor w Dreddzie zrobił na mnie większe wrażenie. Ale to w żadnym przypadku nie jest wada.
Mowa była, że komiks jest w stylu sensacyjniaków z lat 80. To też, ale mi bardziej kojarzy się z latami 90, szczególnie z prozą Andy McNaba, u którego charakter bohatera, niektóre lokacje i misje zaskakują podobieństwem.
Zauważalna poprawa u Studia Lain w zakresie budowy zdań i korekty. Trafiają się jeszcze jakieś zabawne rzeczy, jak połknięcie cyferki w stopce redakcyjnej, w wyniku czego dostajemy copyright@992-2002. Ale to 2000 A.D., więc nie wiem, może ich macki sięgają czasów Mieszka. Ogólnie SL wygrzebało się z zaklętego kręgu standardów wyznaczanych przez Scream Comics i lokują się w rynkowym standardzie. Czyli powoli do przodu.
Życzę tym, co nie zdążyli, aby SL jednak to kiedyś jeszcze do-wydało, może z jakąś inną okładką. Czuję, że leżałoby w piwnicy krócej niż inne tytuły. Ale wiadomo - nie moja kasa, nie moja piwnica.