Pozytywne opinie na forum zachęciły mnie do lektury Epilogu Pablo Velarde (Timof). Po wzięciu komiksu do ręki nabrałem wątpliwości. Nie wiem kto pisał blurb na tylnej okładce, ale na mnie zadziałał zniechęcająco (i ma się w sumie nijak do treści). Cartoonowy rysunek wydawał mi się zbyt schematyczny. Postać głównego bohatera z kolei jawiła się jako niezbyt sympatyczna. Ideologicznie już po chwili byłem pewien, że będzie to prosta opowieść o złym reżimie Franco i dobrych ludziach. Niemniej czytałem dalej, bo w trakcie lektury widzimy, że coś jest nie tak, ale nie wiemy za bardzo co. I nagle wszystko łączy się w całość, która jednak jest nieoczekiwana. Napisałbym z chęcią więcej, ale bez spoilerów się nie da. W każdym razie jest to komiks jak cios między oczy. Jeśli idzie poziom ogólny, to mamy połączenie dramatu rodzinnego, historii szpiegowskiej (powiedzmy) i opowieści o historii, ale wszystko tworzy organiczną całość. Idąc dalej w ogólniki można powiedzieć, że jest to opowieść o tym, jak walec historii przejechał po Hiszpanii i co pozostawił. Po zakończeniu lektury od razu zacząłem czytać raz jeszcze, żeby znaleźć wszystkie pułapki, które autor zastawił na czytelników. I jeszcze odnośnie rysunku. Na tylnej okładce są też pojedyncze kadry komiksu w kolorze. Wygląda to zdecydowanie lepiej niż wersja czarno-biała. Po lekturze całości rysunek jednak się broni. Podsumowując: czytajcie to arcydzieło. I płaczcie przy okazji, czemuż ach czemuż nie mamy takiego komiksu o czasach PRLu.