Ostatnio przeczytałem dwa komiksy.
Portugalia, Cyryl Pedrosa. Ze względu na zmieniającą się aurę za oknem i atak zimy zdecydowałem się na podróż do kraju na Półwysbie Iberyjskim. Portugalia to dla mnie kraj zdecydowanie egzotyczny, chociaż leży w Europie. Na zakup komiksu Pedrosy zdecydowałem się po kilku pochlebnych opiniach tu i ówdzie, oraz ze względu na fakt, że niedawno ukazało się jego trzecie wydanie. Skoro tytuł cieszy się taką popularnością, to postanowiłem się z nim zapoznać, zwłaszcza, że lubię klimaty podróżniczo-obyczajowe. Na początek chciałbym podkreślić wspaniałą kolorystykę tego albumu. Paleta barw zdecydowanie oddaje pogodę, nastroje bohaterów, kraj, w którym się znajdują bądź też stan trzeźwości. Albu jest kolorowy i nastrojowy.
Portugalia to historia o odkrywaniu samego siebie poprzez innych, poprzez sięganie w głąb przeszłości. Temat niezwykle interesujący, szczególnie dla osób, które interesują się genealogią, zawiłościami historyczno-familijnymi. Towarzyszymy Simonowi, który znajduje się na zakręcie życiowym, a bodźcem do rozpoczęcia wspominanej podróży okazuje się wesele jego kuzynki. Chciałem, naprawdę chciałem zaangażować się emocjonalnie w tę podróż, natomiast Simon okazał się być tak antypatyczną, odpychającą postacią, że dość szybko zobojętniałem na wydarzenia z kartek komiksu. Główny protagonista to zblazowany, pretensjonalny, niedojrzały mężczyzna w średnim wieku, który nie jest ani trochę interesujący, nie reprezentuje nic pozytywnego, ani jednej cechy, za którą można by go polubić; za to ma wieczne pretensje do wszystkich wokół i całego świata. Pierwsza część Portugalii to była dla mnie męka obcowania z tego typu człowiekiem. Troszkę więcej się dzieje w drugiej części albumu, gdzie pojawia się więcej bohaterów i historia zyskuje jakiś kontekst, niestety dla mnie było to za późno, bym się z Portugalią polubił. Ostatecznie komiks ma kilka dobrych momentów, ale to wszystko, co mogę powiedzieć o samej historii. Co do warstwy graficznej, Pedrosa operuje wprawnie ciekawym stylem, który może, ale nie musi, przypaść wszystkim do gustu. Jedna rzecz, której nie rozumiem, to wybór liternictwa. W dymkach, gdzie bohaterowie rozmawiają ze sobą, mamy bardzo interesującą, autorską czcionkę, natomiast w miejscach, gdzie wypowiada się narrator, czytamy tekst zapisany obrzydliwym Times New Roman, który nijak nie pasuje do reszty albumu. Może ktoś wie, czy był to celowy zabieg autora? 5/10
Zakazany Port to lekko baśniowa, romantyczna historia, w której wątki fantastyczne mieszają się z realiami początku XVIII wieku w portowym brytyjskim mieście Plymouth i na morzach, gdzie toczy się konflikt między Brytanią i Hiszpanią. Najsilniejszą siłą tego komiksu, moim zdaniem, jest jego warstwa graficzna, która zapiera dech w piersiach od pierwszej do ostatniej strony. Całość jest narysowana jakby szkicem, ołówkiem, co pozwala podziwiać pracę rysownika na zupełnie innym poziomie, niż zwykle. Drugą zaletą i niesamowitą siłą tego komiksu jest wprowadzenie w świat brytyjskiej, morskiej poezji, która jest równoległym narratorem wobec tego, co dzieje się na kadrach opowieści.
Sama historia okazała się dla mnie rozczarowująca i zdecydowanie nie zbliżyła się nawet do świetnych, morskich komiksów, które przeczytałem w tym roku: Płaszcz i szpony oraz Pasażerowie Wiatru. 6/10