Pacjent
Wczoraj wieczorem "wchlonalem" go bez popity przy jednym posiedzeniu, co nie zdarza mi sie zbyt czesto w przypadku komiksow o objetosci prawie 300 stron. Tak, jak w przypadku Dni, ktorych nie znamy - nie nastawialem sie na nic, chcialem jedynie przekonac sie czy to rzeczywiscie takie dobre jak tu i owdzie pisza. I jest dobre, choc nie tak, jak wielki poprzednik. Pacjent to komiks z gatunku, gdzie wmawiasz sobie, ze przeczytasz jeszcze strone, dwie i odlozysz na pozniej, a czytasz w calosci. Jednakze pomimo tego, ze historia jest bardzo interesujaca i trzymajaca w napieciu, to niestety mniej wiecej w polowie staje sie dosc przewidywalna. Dosc szybko wszystko staje sie jasne co, kto i dlaczego. Autor ewidentnie za wczesnie odkrywa przed czytelnikiem swoje karty. Niejednoznaczna koncowka natomiast zostawia nas z uczuciem pewnego niedosytu. Mialem wrazenie jakby komiksowie zabraklo ostatniego rozdzialu, spinajacego ostatecznie wszystkie watki. Nie znaczy to, ze Pacjent to tytul sredni czy slaby. Bynajmniej - to nadal kawal nietuznikowej, badzo mocnej lektury, ktora warto sprawdzic na wlasnej skorze. Ja absolutnie nie zaluje, a sam komiks z cala stanowczoscia zostaje na mojej polce. Na pewno jeszcze kiedys do niego wroce.