Przeczytałem ostatnio kilka komiksów.
Elektra: Assassin. Miller, Sienkiewicz - 6/10. Niesamowita warstwa wizualna przygotowana przez Billa Sienkiewicza dla zilustrowania trudnego utworu Millera. Scenariusz należy raczej odbierać jako eksperyment narracyjny, który bywa kłopotliwy w odbiorze. Polecam tylko w ramach ciekawostki (niezależny amerykański komiks autorski lat 80. wydany w Marvelu) lub dla podziwiania plastycznego talentu rysownika.
Thorgal Saga 1: Żegnaj, Aaricio - 6/10. Najbardziej udana część z trzech pierwszych części thorgalowej Sagi. Przypomnę, że Saga to eksperyment polegający na tworzeniu historii osadzonych w świecie Thorgala przez różnych scenarzystów i rysowników. Żegnaj, Aaricio nie jest pozbawione wad oczywiście i boleśnie przegrywa zestawienie z najlepszymi odcinkami serii. Chyba nawet przegrywa zestawienie z przeciętnymi numerami z końcówki "runu" Van-Hamme'a. Niemniej jednak jest to momentami miłe odświeżenie od przeładowanych questami, bogami, magią odcinków Thorgala; choć to nie tak, że w Żegnaj, Aaricio tego nie ma. Miejscami to dobry album, ponieważ jest oparty na ciekawym koncepcie, a i zakończenie jest słodko-gorzkie, co sprawia, że ostateczny odbiór tego tomu może być nieobojętny. Pomimo niewątpliwych zalet tego tomu autorowi nie udało się stworzyć odcinka Thorgala, w którym nie musi on biegać za artefaktem.
Thorgal Saga 2: Wendigo. 4,5/10Słabiutkie. Thorgal jest raczej out of character, trup ściele się gęsto, fabuła opiera się na zasadzie questu, by uratować Aaricię, a absurd goni absurd. Thorgal jest tutaj kimś w rodzaju amerykańskiego superbohatera, który nie tylko wychodzi cało z każdej opresji, ale też pokonuje potwory i rozwiązuje nierozwiązywalne konflikty. Rysunki takie sobie, nie ma o czym mówić. Żegnaj, Aaricio trochę lepsze.
Thorgal Saga 3: Shaigan. 4,5/10Spory potencjał drzemał w tej historii, niestety to jeden z bardziej absurdalnych Thorgali, jakie miały okazję ujrzeć (niestety) światło dzienne . A więc Shaigan to spłakany, miotający się wewnętrznie (ale nie zrozumcie mnie źle, to jest naprawdę kiepsko napisane) słabeusz, którym Kriss pomiata przy każdej możliwej okazji, aby przypomnieć mu, kim on jest. A jest okrutnym piratem i wodzem podobnych sobie okrutników. Relacje między Kriss a Thorgalem są ukazane w sposób mało wiarygodny; zresztą wszystkie postaci są tutaj napisane słabo. Pomysł na historię to - a jakże - kolejna wyprawa, aby zdobyć tajemniczy artefakt, który mógłby pomóc odzyskać Shaiganowi pamięć. Przedmiot znajduje się na wyspie, która jest broniona przez hordy wikińskich zombie... Chyba widać, co poszło nie tak. Jedynym plusem są całkiem niezłe rysunki.
Jak ktoś zastanawia się nad tym, czy sięgać po thorgalową Sagę, to ostrzegam, że miłość do dziecka gwiazd może nie przetrwać tej próby
