Ciekawa dyskusja.
Osobiście uważam "Wieczną wojnę" w wersji komiksowej za lepsze dzieło niż książka. Widać, że kiedy autor wrócił do tematu, to rozważył inne opcje i postawił na inne warianty scenariusza. Oczywiście MUSZĘ brać pod uwagę, że komiks oceniam wyżej tylko dlatego, że z tą wersją zapoznałem się w pierwszej kolejności. Ale w tym przypadku chyba jednak będę skłaniał się ku ocenie, że powrót autora do tej historii po latach dał lepszą wersję w komiksie.
EDIT: @de Franco - sekundy, sekundy, sekundy

Innym tytułem jest manga "All you need is kill" - oceniam tę adaptację za bardzo udaną, może nie tyle lepszą, co nie ustępującą książce.
"Nowy wspaniały Świat" - komiks dosyć wiernie przekłada powieść - porównywałem nawet niektóre sceny dialogowe i znajdywałem to w wersji 1 do 1. Tak więc wiernie, ale czy lepiej? Kwestia własnej oceny.
I tutaj wydaje mi się, że Fred Fordham chyba ogólnie stawia sobie za cel wierność w przekładach.
Moby Dick - wydaje mi się, że film z 1956 roku dosyć ładnie poradził sobie z tematem. Kompromis, który twórcy filmu zawsze muszą podjąć, wydaje mi się tutaj dobrze wyważony.
Ostatni Mohikanin - nie mogę doczekać się wersji Egmontu, żeby porównać ją z wersją węgierską z czasów PRL. Ta węgierska sprytnie przestawia kolejność niektórych wydarzeń z książki. To będzie ciekawy eksperyment.
Te przykłady nie zmieniają faktu, że ogólnie zgadzam się z oceną, że adaptacje w innym medium zawsze muszą okroić książkę. Po prostu muszą. Chyba tylko adaptacja w postaci gry video ma przestrzeń do rozwinięcia.
Jak opublikuję tę wiadomość, to pewnie zaraz mi się przypomni jeszcze jakaś fajna adaptacja
