Michael Green, Mike Johnson, Andrés Guinaldo – "Blade Runner 2019"Komiksowy "Blade Runner" jak dotąd nie był na moim radarze, ale niedawna powtórka filmu sprawiła, że nabrałem chęci do zapoznania się z czymś więcej z tego świata, choć po prawdzie nigdy nie czułem, żeby takiego rozszerzenia potrzebował. Stwierdziłem jednak, że wersja rysunkowa wygląda całkiem zachęcająco, a ja w sumie niewiele czytam takiego czystego SF, także zawsze to jakaś odmiana. Tak więc nie tak dawno zaopatrzyłem się w tom pierwszy, a ostatnio zabrałem się za jego lekturę.
Która nie okazała się zbyt długa, bo całość jest silnie ukierunkowana na akcję, więc przez kolejne zeszyty przechodzi się dosyć gładko. W tomie dostajemy całość serii "2019", na którą składa się 12 zeszytów, ułożonych w trzy powiązane ze sobą historie (tytuł jest trochę nieadekwatny, bo tylko pierwsza część dzieje się w tym roku). Scenariusze to sprawnie wykonana robota, ale też nic mnie tutaj nie zaskoczyło, nie zobaczyłem niczego nowego, ani nie dostałem czegoś, co mocniej porwałoby mnie w ciąg zdarzeń. Twórcy raczej z niczym tutaj nie eksperymentują, więc z jednej strony nie wystawiają się na strzały, bo generalnie ciężko jest mi wskazać jakieś konkretne aspekty, które szczególnie by tu nie zagrały, jednak komiks jest również zachowawczy i brak w nim elementów, dzięki którym mógłby wybić się ponad przeciętność. Najbardziej podobała mi się druga odsłona, generalnie jest to też jedyna, która pokazuje coś trochę odmiennego, bo większość akcji toczy się w przestrzeni kosmicznej.
Całość skupiona jest wokół Aahny Ashiny, według opisu najlepszej łowczyni na świecie. Główna bohaterka (w ogóle kobiety stanowią tu większość obsady) w teorii posiada wszystkie cechy idealnie skrojonego protagonisty na współczesne czasy – wymiata, ale równocześnie nie jest idealna, wraz z rozwojem fabuły przechodzi pewną przemianę, a do tego reprezentuje przynajmniej trzy mniejszości. Natomiast według mnie jej postać nie jest szczególne interesująca i mimo wszystko wolałbym chyba poczytać coś, co mocniej korespondowałoby z akcją filmu.
Za to od strony wizualnej jest bardzo solidnie. Rysunki są dynamiczne i całkiem miłe dla oka, kreska wydaje mi się także dobrze pasować do historii SF. Sporo tu dużych kadrów, całostronicowych ilustracji czy rozkładówek, dzięki czemu album ogląda się przyjemnie, a lektura zyskuje na płynności. Kolorystyka jest raczej stonowana, ale jednocześnie nadaje komiksowi niezłego klimatu, a oprawa graficzna jako całość wydała mi się dosyć stylowa.
Wszystko to sprawia wrażenie dobrze zaplanowanego produktu, ale wykonaniu trochę brakuje charakteru, jakiegoś własnego stylu czy czegoś do powiedzenia. To takie przełożenie na rysunkowe medium bezpiecznego hollywoodzkiego blockbustera, co w sumie nie powinno dziwić, patrząc na osobę współscenarzysty, który w pierwszej kolejności działa właśnie w branży filmowej. W gruncie rzeczy nie była to zła lektura, bo i sam komiks jest w porządku, ale trzeba się nastawić, że to raczej dodatek do filmu niż samoistnie interesujący tytuł. Nie wykluczam, że sięgnę jeszcze po coś z tej serii – historia głównej bohaterki tutaj się zresztą nie kończy – na pewno jednak nie będzie to priorytet na mojej liście, co patrząc na ilość faktycznie ciekawych tytułów, które mamy na rynku, każe się zastanowić, czy nie lepiej po prostu znowu odpalić film.
6/10 – sprawnie sklecony produkt.