Komiks czytałem. Dobry. Bardzo.
„Niebo w głowie” – Altarriba/Sanchez/Moral. Od Mandioca.
Ludzie, biali, syci Europejczycy, stoją na wybrzeżach Lesbos, Lampedusy, Brindisi, Salerno czy Walencji. Patrzą na łodzie, nadpływające przez Morze Śródziemne. Przepełnione uchodźcami. Część z obserwatorów jest przerażona. „Jacy to niby inżynierowie, lekarze, poeci?! To młode, silne byczki, które chcą nas okraść i zabić”. Druga część mówi: „To ludzie. I szukają pomocy”.
Za plecami mają swoje bogate i silne ojczyzny. Przed sobą - kogoś nieznanego.
Nadpływający za sobą mają głód, śmierć, przemoc, wojnę. Przed sobą – chochoła, mityczną Ziemię Obiecaną. Ale to nie ta Ziemia Obiecała im cokolwiek. A chochoł ma pałki, karabiny i ogólnie kiepskie nastawienie wobec ludzi z poklejonych taśmą pontonów.
Bohater komiksu Nivek jest obywatelem (hahaha) Demokratycznej (hahaha) Republiki (hahaha) Konga. Ten potrójny oksymoron byłby może zabawny, gdyby nie fakt, że to była belgijska kolonia, która - eksploatując złoża m.in. kobaltu - tkwi w stalowym uścisku europejskich i chińskich korporacji.
Nivek nie jest inżynierem, lekarzem ani poetą. Nivek jest zabójcą, trenowanym do tej roli od dziecka. I sam to wie. Nivek nie ma nic. Wyrwał się ze swojej wioski, robił rzeczy straszne, będąc w paramilitarnych bojówkach, przedarł się przez dżunglę i pustynię, tracił ukochane osoby. On oszukiwał, jego oszukano, on zabił, jego chcieli zabić. Ma tylko instynkt przetrwania, którego poziom wzrasta z każdym przeżytym dniem. I Nivek chce do Europy.
Jest dreszczyk?
Trio autorów dalekie jest od stawiania społecznych tez czy przedstawiania prostych rozwiązań. Nivek jest dzikusem. Prostym, silnym, żądnym władzy i pieniędzy. Ale też Nivek umie kochać. Umie docenić przyjaźń. Siedziałby sobie w swojej wiosce, z mamą, siostrą, braciszkiem i dziadkiem, gdyby europejsko-azjatyckie korporacje eksplorujące złoża kobaltu, złota i wolframu nie narzuciły mu targetów, punktów widzenia i nie wepchnęły w tory, z których nie da się wydostać.
Jest w tym komiksie wspaniałe, dające wytchnienie interludium – wioska z umierającym królem, szaman chce go uleczyć, o schedę spierają się frakcje – brutalna i łagodniejsza. Ten wątek przepełniony jest mistycyzmem, afrykańskimi wierzeniami, magią, wewnętrzną logiką nie tak odległą od greckich stoików czy sofistów. Ale to mija. Bo trzeba do nowego, lepszego świata.
Pamiętacie wspaniały „Deogratias” Stassena? Tam jest Nivek, już po rzezi Hutsi-Tutu.
Tu jest Nivek wcześniej. Tęskniący za mamą. Pamiętający, jak czule karmiła go piersią. I pamiętający też, jak te obcięte piersi jadł na surowo. Bo mu kazano.
Płyną. Są wściekli. Są brutalni. Są źli. Takimi ich zrobił biały człowiek.