Łupieżcy imperiówCiężko mi uciec od skojarzenia tego komiksu z "7 żywotami krogulca". Historia Francji (choć epoka inna) z elementami nadprzyrodzonymi, realistyczny, mało charakterystyczny rysunek. No i grube, zbiorcze wydanie

Taką rywalizację Łupieżcy niestety przegrywają. Scenariusz, choć faktycznie bodaj najlepszy Dufaux jaki czytałem, nie ma tej klasy co ten Cothiasa. Ja mam wrażenie, że Dufaux wybrał sobie epokę, wymyślił kilka chwytliwych haseł, kilka stereotypowych postaci. Następnie dorzucił do tego kilka "mądrych" słów o historii, wojnie i nierównościach społecznych, żeby komiks nie wydawał się tylko historyjką przygodową. A wszystko co pomiędzy wymyślał na bieżąco. Ja nie widzę tam zamysłu, widzę udawanie, że jest jakiś zamysł. Wątki są zaczynane, potem zapominane, w finałowym tomie rozwiązywane w bardzo sztuczny sposób, żeby ktoś się nie przyczepił, że były niepotrzebnie wprowadzone. Podobnie z postaciami. Postacie rozwijane przez długi czas okazują się mało istotne, ważne role ni z tego, ni z owego odgrywają postacie wyciągane z rękawa. Jest cała masa scen zupełnie nieistotnych, bardzo mocno oddzielonych od głównej linii fabularnej, co strasznie rozbija narrację i wprowadza ogromny chaos. Rysunkowo jest klasycznie, frankofońsko, poprawnie, statycznie. Ani źle, ani specjalnie dobrze. Żeby trochę osłodzić tę "recenzję" to muszę dodać, że mimo wszystko nie uważam czasu poświęconego na lekturę za stracony. Pewnie gdybym od początku traktował to jako "generyczny frankofon" to bym się zaskoczył na plus. Ale z jakiegoś powodu (może właśnie przez skojarzenie ze świetnym Krogulcem) miałem wyższe oczekiwania i przez to się zawiodłem. Ale to nie wina komiksu, tylko moja, że nie jest tym, czego ja oczekiwałem.