[disclaimer: nie czytałem "Osiedla Swoboda", więc moje uwagi siłą rzeczy mają charakter ogólny]
Yoriku, myślę, że tu pewnym problemem może być właśnie to, że osobie spoza katolicyzmu trudno jest wyjaśnić pewne odczucia osoby wierzącej.
Agresywny żart dotyczący samego w sobie Najświętszego Sakramentu nie jest żartem, dajmy na to, z księży czy struktur kościelnych, z jakichś konkretnych obrzędów czy praktyk - to jest, można powiedzieć, sto poziomów wyżej, bo dla katolików jest to, jeśli nie mylę się teologicznie, największa świętość na świecie. Wierzymy, że Bóg jest w Najświętszym Sakramencie obecny w sposób faktyczny i rzeczywisty, a przyjęcie go - oczywiście przy odpowiednim usposobieniu - to najbliższy kontakt duchowy, jaki na tym świecie możemy mieć z Bogiem. Trudno jest opisać tę więź i uczucia, które temu towarzyszą, tym bardziej, że dla każdego jest to bardzo osobiste doświadczenie.
W związku z tym, jeśli pytasz, "jak to ma niby umniejszać poświęceniu Jezusa", to dla katolików - jeśli chodzi o Najświętszy Sakrament - właśnie mniej więcej tak to właśnie wygląda, bo wierzymy, że Jezus jest w tym sakramencie faktycznie obecny i prosił, by jego uczniowie przyjmowali ten sakrament na pamiątkę właśnie tego poświęcenia.
Jak to świadczy o Twojej wierze i wierzę w słuszność tejże wiary, jak głupi żart z jednego z obrzędów Cię wyprowadza z równowagi i jest powodem rezygnacji z danego komiksu. Bo na mój "chłopski agnostyczny rozumek" jak w coś realnie wierzysz, to takie coś nie ma prawa się zaboleć. Bo wiara w swoje przekonania ma być jak jebany taran. I ile one są niby warte, gdy unikasz wystawienia się na ideologiczną konfrontacje.
Tu nie chodzi o lęk przed ideologiczną konfrontacją, ale po prostu dla głęboko wierzącego katolika żart obrażający Najświętszy Sakrament budzi nawet nie tyle oburzenie, co smutek. Żal. Ból. I wcale nie jest tak, że "jak w coś realnie wierzysz, to takie coś nie ma prawa się zaboleć". Wybacz porównanie z trochę innego obszaru, ale to trochę tak, jakby powiedzieć, że jeśli naprawdę kochasz swoją mamę, to nie ma prawa cię zaboleć, gdy ktoś będzie po niej wulgarnie jechał w twojej obecności. Boli cię właśnie dlatego, że ją kochasz.
Nie znaczy to, że jak niektórzy dziś unikam wszystkiego, co mnie może zaboleć - za dużo choćby czytałem w niusach o faktycznych profanacjach Najświętszego Sakramentu, żeby tak można było powiedzieć. Korzystam z mediów niespołecznościowych, mam kontakt z opiniami ludzi o poglądach innych niż moje, staram się pogłębiać moją wiarę - ale komiksy lubię czytać dla relaksu i odprężenia po codziennych problemach. I czy jest coś dziwnego, że w ich wypadku lubię unikać miejsc, które mogłyby mnie - zamiast odprężyć - jeszcze bardziej rozedrgać, tak jak inni mogą unikać np. nadmiernej brutalności czy historii z dużą liczbą bluzgów, bo nie do końca odpowiada to ich wrażliwości? A moją wiarę, choć sam niewiele wiem i ciągle się uczę, staram się kształtować raczej jako "szmer łagodnego powiewu" (żeby użyć aluzji biblijnej) niż "j... taran".
W każdym razie, może podsumowując, tematem tego wątku jest przecież "Jakich komiksów nie czytam", a próg wrażliwości każdego z nas jest jego własną sprawą - jak do tej pory przecież nikt tu nie nakazuje innym, że danego komiksu nie powinni czytać. Ja przedstawiam swoją osobistą perspektywę.
[EDIT: napisaliśmy posty równocześnie z parsomem i - jak widać - częściowo bardzo podobnie ujęliśmy temat, z tym, że on zrobił to bardziej zwięźle

]