Gust mam wyrobiony wiec jestem wybredny, dokonuje ostrej selekcji kupowanych komiksow i szczerze mowiac, bardziej niz na przynaleznosc gatunkowa, zwracam uwage na nazwiska tworcow. Dobry scenarzysta wyczaruje historie na wysokim poziomie (wiem, upraszczam, ale przyjmijmy, ze tak) bez znaczenia, na jej narracyjny biegun. Tak samo pod wzgledem graficznym - Bisleya kupie wszystko, czy bedzie to komiks o cycatych wampirzycach czy przygody wielkiego madafaka w stylu Lobo czy Johny Tower. Oczywiscie, to wtedy gdy autorzy sa mi znani, w innym wypadku mam swoje preferencje i czasem zaryzykuje, czasem odpuszcze, w zaleznosci od wielu czynnikow. Niemniej jednak, jak kazdy z nas, mam swoj klucz i strefe komfortu, a takze rejony, w ktore sie raczej nie zapuszczam. Sa to:
- wspolczesne kalesony od "wielkiej" dwojki i nie tylko (z pewnymi wyjatkami, od swieta);
- mroczne, "edgy" pozycje a la wczesny image, top cow i tym podobne graficzne wydmuszki;
- ongoingi po 20 tomow, gdzie konca nie widac, wole jedno, max kilku tomowe historie;
- asterix, lucky luke, smerfy i inne tytuly dla czytelnikow od lat 5 do 105, w oczach wielu bluznie, ale nie neguje, po prostu nie i tyle;
- star warsy, star treki, alieny i inne rzeczy na licencjach, a juz szczegolnie seriali;
- pornole;
- mangi, bo kilka razy probowalem i nie kliknelo;