Jeśli o mnie idzie, to pierwsze kryterium to rysunek. Jeśli tu nie klika, to nie ma znaczenia jak cudowna i znakomita jest fabuła. Od tego mam książki. Próbowałem przełamać ten stereotyp i większość z tych tytułów sprzedałem. Niektóre jeszcze zajmują miejsce na półce. Przekleństwem są miniatury plansz oglądane na smartfonie. W takiej skali wszystko wygląda przynajmniej nieźle. Patrząc na swoją kolekcję, to unikam też mang. Mam dwie serie: Akira oraz Eden - It’s an endless world. Bierze się to zapewne z dwóch czynników. Po pierwsze, liczba tomów w ramach danej serii potrafi wprowadzić w osłupienie. Po drugie, zwyczajne lenistwo - nie mam ochoty na wyszukiwanie ciekawych one shotów. Mamy zdaje się taki post na forum z tego typu rekomendacjami, ale i tak musiałbym zrobić głębszy research, żeby kupić taki komiks. Kilka razy zdałem się na rekomendację osób, które tu uważam (nadal) za rozsądne i to były mega wtopy. Zwyczajny rozjazd gustów.
Sprawy związane z narodowością twórców, to czy komiks jest polski, bułgarski czy środkowo-marsjański, pominę. Mam to gdzieś.