Bo nie próbował, tylko zrobił. Wyjechał z socjalizmem, choć tu bardziej adekwatne jest inne słowo na "s". czyli snobizm.
Mogę chcieć mieć wypasiony zegarek Patka czy najnowsze Lambo czy "Drogę" B&W (nota bene kupiłem tylko wersję kolorową, w zupełności mi wystarczy). Problem zaczyna się wtedy, gdy cieszy mnie dana rzecz wyłącznie dlatego, że inni jej nie mają.
To już nie jest radość z posiadania. To nie jest delektowanie się designem, osiągami, jakością, treścią, wartością samą w sobie.
To snobizm w najczystszej postaci, do tego podszyty wyższością nad tymi, którzy nie mają. Tak jakby "manie" czegokolwiek w jakikolwiek sposób nobilitowało posiadacza.
Widać niektórzy mają taki system wartości. Gardzę w opór.