10 taki dodruków po 50 sztuk i jest wartość nakładu nowego wydania i gwarancja, że wszystko się sprzeda … w momencie druku. Spokojnie można w ten sposób wykręcić 10% wzrostu sprzedaży.
To było pytanie retoryczne, ja wiem czemu oni tego nie robią bo mają inne „czynniki wzrostu”, Egmont rośnie jak szalony przy tym co ma teraz, to po co się starać? To swoją drogą jest ciekawy business case, jak na dłoni widać że takie stare, zastałe struktury nie są w stanie robić biznesu inaczej „niż przez te wszystkie lata dotychczas” dlatego prędzej czy później znikają z rynku.
Przyjdą chude lata, rynek się nasyci, wytypują złe premiery, które się nie sprzedadzą to zaraz się dodruki w tej lub innej formie znajdą.