Gotham City. Zgniłe miasto co chwilę wydające na świat kolejne zepsute owoce? Czy jednak niema ofiara zepsucia dokonanego przez najbogatszą rodzinę w mieście?
Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Tom King w "Gotham: Rok Pierwszy". Marzec 1961 roku był przełomowy w dziejach miasta. "Księżniczka Gotham" czyli Helen Wayne została porwana. Informacja ta nie wyciekła do opinii publicznej. Nikt nie chce wywołać paniki w tym spokojnym mieście, które nie zna przestępczości, a codzienność mieszkańców upływa w błogiej nieświadomości, dotyczącej czyhającego zła. Co prawda nie obeszło się bez segregacji, która podzieliła miasto na piękną i luksusową część północną oraz biedniejszą południową. Jednak tak było w całym kraju, więc nikt nie widział w tym nic złego. Tak po prostu należało zrobić. Rodzina Wayne'ów oczywiście zamieszkuje północ i jest niczym brytyjska rodzina królewska. Każdy jej ruch jest śledzony i opisywany w periodykach. Dostajemy zatem świetnie poprowadzone śledztwo w klimacie noir, gdzie nasz prywatny detektyw Slam Bradley poza przyjmowaniem kolejnych ciosów na twarz, rozdaje ciosy z zwinnością Tysona. Dodajmy do tego tajemnice tarota oraz odrobinę pikanterii. W wyborny sposób Tom King bawi się symboliką mitologii Batmana. Dostajemy nowe znaczenia tak charakterystycznych dla tej postaci rzeczy jak: symbol nietoperza, trofea w jasniki, Crime Alley. Intryga wciąga i nie pozwala oderwać się od lektury. Finał lekko zawodzi, jednak nie na tyle, aby uznać lekturę za stratę czasu.
Rysunki przywodzą na myśl prace Darwyna Cooke'a. Idealnie pasują do tej mrocznej opowieści, a zastosowane światłocienie z grubą kreską potrafią zachwycić. Świetne jest kolorowanie, które wyróżnia różne linie czasowe oraz chronologiczne.
Dostaliśmy bardzo dobry tytuł, który bawi się konwencją oraz zadaje trafne pytania o genezę zła. Polecam miłośnikom Batmana i nie tylko. Świat przed narodzinami mrocznego rycerza był równie ciekawy.
MOJA OCENA 8️⃣/🔟