"Dawniej to było, teraz to nie ma". Np. fabuły prequeli "Gwiezdnych wojen" były doskonale znane przed premierami, bo praktycznie wszystko było w sieci lub w gazetach, a jak nie, to w adaptacjach książkowych i komiksowych, które często wychodziły równo z premierą filmu w USA. I oczywiście, problemem dzisiejszej rzeczywistości jest to, że dzień po premierze wszędzie śmigają po sieci spoilery, ale to nie jest tak, że kiedyś było tak wspaniale.
A skoro zostały wspomniane przykłady Blade'a, X-Men czy Daredevila, to tylko przypomnę, jak wówczas superhero było niszą w Polsce. Na "Blade'a" sprzedano 102 tysiące biletów, na "X-Menów" 162 tysiące (i to był hit!), a na "Daredevila" 34 tysiące.
W porównaniu z dzisiejszymi liczbami to nic, "Ant-Man" - 469 tysięcy, "Strażnicy galaktyki" - 770 tysięcy, "Shazam 2" - 221 tysięcy, "Flash" - 188 tysięcy, "Marvels" - 221 tysięcy.
Tak, to nie są już tak dobre wyniki jak jakiś czas temu, i cała reszta wypowiedzi jest dość trafną diagnozą, ale naprawdę nie idźmy w stronę "dawniej to było, teraz to nie ma". I to nie jest tak, że dziś już wszystko wiadomo, a dwie dekady nic nie było wiadomo.
Nie chodziło mi, że dawniej to było, a teraz nie ma. Wręcz przeciwnie, dawniej nie było, a teraz jest i to w nadmiarze. Jesteśmy bombardowani tak wielką ilością informacji o nowych produkcjach, liczne przecieki ujawniają, czego się spodziewać, że w kinie nie ma praktycznie żadnego zaskoczenia. Nie wiem, czy kiedyś nie było wspaniale, bo nie miałem wtedy internetu, czyli przed X-Men, Spider-Manem, Daredevilem czy Blade'em i pewnie jeszcze wieloma filmami z tamtego okresu kompletnie nie wiedziałem, co to spoiler. Czytałem trochę prasy filmowej i recenzje czy opinie były skonstruowane tak, aby nie ujawnić za wiele, co dziś nie jest powszechne. Nie wspominając o takich cudach, jak recenzja Supermana: Powrót w branżowej prasie, która trochę rozmijała się z tym, co było na ekranie. Tutaj masz rację, teraz tak nie ma, a dawniej było, bo kiedyś przeciętny Kowalski bez wizyty w kinie, nie był w stanie zweryfikować, czy pismak obejrzał film, czy konfabulował, aby wypracować swoją wierszówkę. Pamiętam też taką anegdotkę z 1999 roku, doskonale ilustrującą stan wielkiego oczekiwania, ale i niewiedzy widzów z czasów sprzed powszechnej dostępności do internetu. W Stanach doszło do niecodziennego zjawiska, że widzowie szli na jeden film, aby obejrzeć na dużym ekranie zwiastun wielce oczekiwanej gwiezdnej sagi, po czym po zwiastunie opuszczali kino. Przyczynili się do lepszego wyniku finansowego filmu, z którego wychodzili.
Czyli tak z jeden rocznie. To chyba nie jest potężne koło zamachowe dla sprzedaży komiksów. Na pewno wygląda to znacznie gorzej niż w latach 2008-2019.
Kino komiksowe na początku tego wieku nie cieszyło się u nas wielkim wzięciem. Nie było bazy, czyli komiksów, które mogłyby przetrzeć szlaki potencjalnym nowym pasjonatom, którzy nie załapali się na okres Semica. Pierwszego Iron Mana obejrzało w polskich kinach tylko 133 tysięcy widzów, a to nadal jeden z najlepszych filmów MCU. Później poszło już z górki, bo kolejne produkcje w jakichś sposób się zazębiały i znalazły kulminację w pierwszych Avengers, przez co nowi widzowie mieli bazę, która się dynamicznie rozrastała i ściągała kolejnych fanów, którzy de facto niekoniecznie zapałali miłością do papierowego odpowiednika ekranowych przygód herosów.
Natomiast nikt nie broni Warnerowi czy Disneyowi kręcić dobrych filmów. Na pewno studiom będzie trudno to uczynić, bo sami się ograniczają. Kategorie wiekowe, poprawność polityczna i inne bzdury. Niemniej nadal w tym kinie odnajduję dużo frajdy i jeszcze mi go twórcy nie popsuli tak, jak kino historyczne, gdzie za dekadę czy dwie okaże się, że w dziewiętnastym wieku to Afroamerykanie byli panami licznych latyfundiów, a biała biedota zachęcana batem tyrała na ich dobytek.
Najlepszy był czyjś wpis w internetach, że Szkoła latania bije wszelkie rekordy sprzedaży i komiks ten został tytułem dekady.
Zobaczymy, jak zrobią w końcu fabularnego Kajko i Kokosza, jaki będzie odzew polskiej widowni. Mam nadzieję, że w końcu ruszą z produkcją i doczekamy się premiery szybciej niż później.