Takie 20 czy więcej lat temu jak się wybierało do kina na Blade'a, X-Men czy nawet Daredevila to miałeś w kinie plakat, zwiastun przed innym filmem tudzież reklamę w telewizji i tyle wiedziałeś o produkcji i cię jarało to, że w końcu obejrzysz oczekiwane kalesony na dużym ekranie. Teraz znana jest cała fabuła przed emisją filmu, bo w sieci jest za dużo informacji.
"Dawniej to było, teraz to nie ma". Np. fabuły prequeli "Gwiezdnych wojen" były doskonale znane przed premierami, bo praktycznie wszystko było w sieci lub w gazetach, a jak nie, to w adaptacjach książkowych i komiksowych, które często wychodziły równo z premierą filmu w USA. I oczywiście, problemem dzisiejszej rzeczywistości jest to, że dzień po premierze wszędzie śmigają po sieci spoilery, ale to nie jest tak, że kiedyś było tak wspaniale.
A skoro zostały wspomniane przykłady Blade'a, X-Men czy Daredevila, to tylko przypomnę, jak wówczas superhero było niszą w Polsce. Na "Blade'a" sprzedano 102 tysiące biletów, na "X-Menów" 162 tysiące (i to był hit!), a na "Daredevila" 34 tysiące.
W porównaniu z dzisiejszymi liczbami to nic, "Ant-Man" - 469 tysięcy, "Strażnicy galaktyki" - 770 tysięcy, "Shazam 2" - 221 tysięcy, "Flash" - 188 tysięcy, "Marvels" - 221 tysięcy.
Tak, to nie są już tak dobre wyniki jak jakiś czas temu, i cała reszta wypowiedzi jest dość trafną diagnozą, ale naprawdę nie idźmy w stronę "dawniej to było, teraz to nie ma". I to nie jest tak, że dziś już wszystko wiadomo, a dwie dekady nic nie było wiadomo.