W przypadku "Tintina" zawarcie wszystkich wersji podbiłoby znacznie i cenę wydania, i liczbę tomów. Oprócz tego trzeba by jeszcze wydębić je od licencjodawcy. Hergé bardzo często wracał do wcześniejszych przygód, przerysowywał je i poprawiał - to trochę tak jak u nas z "Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem" i wydaniami ze "Świata Młodych", pierwszymi wersjami ksiąg, poprawionymi wersjami ksiąg i tak dalej...
Albumy 2-6 i 8-9 istnieją w dwóch wersjach - biało-czarnej (przypominającej formą wydania "Tintina w Kraju Sowietów") i późniejszej przerysowano-pokolorowanej (przy czym niektóre zostały tylko pokolorowane, a inne - narysowane od nowa). Album 7, "Czarna Wyspa", ma trzy różne wersje - jedną czarno-białą i dwie kolorowe. Album 15, "Tintin w krainie czarnego złota", ma dwie i pół wersji - niedokończoną czarno-białą, którą przerwał wybuch II WŚ, i dwie późniejsze - ta druga została zaktualizowana po zmianach w sytuacji politycznej w krajach arabskich.
Albumy 14-23 były najpierw publikowane na łamach magazynu "Tintin", a później jako albumy - i zwykle między jedną publikacją a drugą dochodziło jeszcze do jakichś poprawek, odpadały kadry łączące, które w magazynie opowiadały o akcji z poprzedniego odcinka, itp.
Oprócz tego Hergé wprowadzał zmiany w rozmaitych miejscach na sugestie czy żądanie swoich zagranicznych wydawców i często potem uznawał zmienioną wersję za tę, której należy się trzymać w przyszłych wydaniach. Na prośbę wydawców skandynawskich zamienił tę scenę z nosorożcem, którą widać powyżej, na łagodniejszy ekwiwalent; na wniosek wydawców z USA złagodził parę scen z pijącym Baryłką w "Krabie o złotych szczypcach" i pozmieniał kolor skóry kilku postaci w różnych albumach, bo Amerykanie mieli problem z przedstawianiem osób białych i czarnoskórych we wspólnych scenach...
To, co dostajemy w wydaniu zbiorczym, to główna wersja "Tintina", która idzie w ramach licencji na rynki zagraniczne. Gdybyśmy mieli taki duży rynek i taką dużą popularność przygód młodego reportera, jak Francuzi czy Belgowie, można by się pokusić o faksymile wczesnych czarno-białych albumów czy wydanie obok regularnych albumów także wersji z magazynu "Tintin", ale szczerze mówiąc, wątpię, czy nasz rynek udźwignąłby tyle "Tintina" (choć sam pewnie zgarnąłbym wszystkie takie rzeczy na półkę

). W każdym razie byłoby tego zdecydowanie zbyt dużo na zwykłe dodatki do integrala - raczej wymagałoby to oddzielnych publikacji, tak jak "Tytusopedia" dopełnia standardowe księgi Tytusa.