Czy traktowanie komiksu jako formy sztuki wyklucza jego rozrywkową naturę? Przecież oba te aspekty mogą współistnieć, nie wykluczają się i sobie wzajemnie nie wadzą. To samo jest z filmami, książkami, ... Z jednej strony są takie, które są robione dla czystej rozrywki, bez większych przemyśleń, a drugie dają do myślenia i próbują przekazać sobą jakieś wartości.
Bardzo mądre słowa. I dodam od siebie, że czasem nasze doświadczenia względem dzieła mogą okazać się zgoła inne, niż sobie zakładaliśmy (przez pryzmat opisu fabuły, trailera, czy opinii na forum). Od takiego "Jojo Rabbit" oczekiwałem prostej rozrywki (patrząc na twórców siedzących za kamerą, jak i części aktorów; mając przed oczyma trailery) i ją też dostałem, ale okazało się, że był to dla mnie film, po którym popadłem w zadumę, a czasami był on nawet bardzo ciężki w odbiorze. (Można namnażać takie przykłady, bo niby "Dzień świra" to komedia, ale jednak dramat.)
A co do wypowiedzi na tym forum, to rzeczywiście powoli staje się to chyba miejscem, gdzie "moja racja jest mojsza niż twojsza" i jest wiele przepychanek słownych, namnażających posty dwóch, trzech forumowiczów (a czasem nawet jednego), gdzie rośnie ilość postów/stron, a nikogo już te wypowiedzi nie interesują, a nawet denerwują. Szkoda.
Żeby nie być taki całkiem OT, to posiadam większość (jeśli nie całość) Corto wydane przez Post. Wstyd przyznać, ale przeczytałem z tego lata świetlne temu chyba ze dwa albumy ("Na Syberii" i "Ballada o Słonym Morzu") i na wtedy scenariusz bardzo mi się podobał. Muszę kiedyś odgrzać tego kotleta i stwierdzić, czy nadal jest to tak dobra lektura, co te 15 lat temu. I się pomyśli, czy nie wrócić do zebrania tych komiksów w wydaniu Egmontu.
Ale też wyrosłem z pewnych rzeczy. Czytając po latach łapałem się za głowę co za badziew mi się kiedyś podobał.
Mam tak z "Krzyżakami" Sienkiewicza
