Nie słuchałem co TK ma do powiedzenia, ale czy w kwestii potencjału wydawniczego komiksów głównym pytaniem nie powinno być: czy Doctor Who to dobre komiksy?

Franczyze rozlewają się na różne media i z założenia marka zapewnia sprzedaż, tyle że w przypadku gdzie sama nazwa sprzedaży nie gwarantuje pojawia się to pierwsze pytanie.
Zaryzykuję stwierdzenie, że nie czytałem żadnego bardzo dobrego komiksu wywodzącego się z franczyzy filmowej/serialowej.
Tutaj wymieniłem kilka tytułów, i tak np. Hellraisery (przyjmuję że franczyza jest głównie filmowa od lat) te co wydał Egmont były w porządku, tj. historie osadzone w konwencji tej marki, a dużym plusem na pewno były ilustracje, tyle że to były komiksy co najwyżej dobre...
Niestety większość takich tytułów nawet nie jest klasycznie 'dobra' - z tego z czym miałem styczność 80%+ to merchandising, zapychacze mające zapewnić obecność marki 'wszędzie', 10% to faktycznie sensowne kontynuacje, może ogólnie co najwyżej jw. dobre, ale dla fanów franczyzy dużo dające (Firefly, Buffy, Middleman czy Jericho, żeby tak kilka na szybko podać), i ewentualnie to co zostaje może się bronić jako 'stand-alone' dobry komiks.
Myślę że dalekie od prawdy nie jest założenie, że Doctora Who w kraju, gdzie marka znana nie jest nie ma sensu wydawać, chociażby dlatego że w tych komiksach nie ma czegoś, czego nie można znaleźć w masie innych, potencjalnie lepszych tytułów już wydanych.
A sam fenoment tej franczyzy to chyba trzeba się cofnąć o 60(?) lat, z tego co wiem serial startował jako taki edukacyjno-familijny, to w czasach gdzie potencjał reklamowy był zupełnie inny i telewizje w założeniu trzymały się jakiejś względnie 'dobrej' misji (to o 'zachodzie' piszę oczywiście). Gdyby nie wpływ Doctora Who, ten wpływ wewnątrz przemysłu rozrywkowego i ten oddziaływujący na widzów to zupełnie inaczej wyglądałaby chociażby brytyjska telewizja (nie chcę się ponad to rozpisywać). Później kwestia pokoleniowa,
bo przecież serial był na ekranach głównej telewizji nieprzerwanie przez te wszystkie lata jak teraz patrzę to była przerwa 1990-2005, czyli jedno pokolenie - zmierzałem do tego, że 'boomerzy' wychowali się z Doctorem, później ich dzieci tak samo, tę przerwę jeszcze nie wiem jak wytłumaczyć, ale w XXI wieku pewnie widzowie 'wrócili' i też kolejne pokolenie (albo i dwa już) poznało ten koncept. Zdecydowanie nie czuję się na 'siłach' żeby analizować te zachowania (tj. ten fenomen Doctora Who), ale chyba jasne jest, że zupełnie inaczej na to patrzy Polak a inaczej Brytyjczyk.
Do serialu też się nigdy nie przekonałem, zresztą sporo jest brytyjskich produkcji w 'duchu' Doctora Who, do których nie sposób mnie przekonać (np. zachwalany Red Dwarf).
I myślę że zdecydowanie coś w tym jest, w tej kwestii 'belivability' - jednak Amerykańskie produkcje robione pod innego widza zostawiają mniej umowności, jeśli podzielić sci-fi na dwie drogi, tą nasyconą 'umownością' ('high-concept' itp.) a taką amerykańską bogatą wizualnie to teraz zależy od widza czego oczekuje. Przykładowo wczesne Black Mirror uwielbiam, coś jak 'case study' różnych 'osobistych' przypadków, i tam takie 'umowne' podejście działa (tu mam na myśli brak przesycenia efektami itp., mimo że to wciąż sci-fi), bo gdyby pozbawić np. wspomniane wyżej Firefly dobrej scenografii i względnie znośnego CGI to znacznie trudniej byłoby w moim przypadku o 'immersję' (bo czego innego szukam w takim sci-fi niż w takim jak Black Mirror) i 'załapanie' klimatu, docenienie serialu itd.. Brytyjczyk nie ma problemu z tym 'złapaniem' klimatu Doctora, bo się z nim 'wychował', u nas moim zdaniem jest to zdecydowanie trudniejsze i uprościłbym - albo łapiesz konwencję albo nie (co zdają się potwierdzać wypowiedzi powyżej).
Chyba nawet trochę więcej, bo z 227 tysięcy ocen na IMDb wyszła średnia 8,6/10.
PS. na polskim forum posłużyłbym się Filmwebem jednak - Doctor Who (60 lat, ongoing obecnie) <40k ocen w obu iteracjach, a takie Black Mirror (10 lat, obecnie przerwa) 160k+ ocen... Niepotrzebnie to zestawiam, inna dostępność itp., raczej chodzi mi o to, że piszemy o rozpoznawalności Doctora w kraju, nie na świecie (zresztą sam przez lata byłem aktywny na IMDB, co za tym idzie z tych tysięcy ocen Doctora równie dobrze 90% może pochodzić z UK
