Widzę, że pojawiło się sporo krytyki na milestony i niestety jest to krytyka w żaden sposób nieuzasadniona.
Cała kolekcja X-Men Milestones jest bardzo dobrze ułożona i zbiera zeszyty niezbędne dla danych eventów. Jeżeli pojawiają się luki w numeracji zeszytów jest to spowodowane faktem, że w danym czasie ukazywali się bezprzymiotnikowi X-Men i Uncanny X-Men, obie serie się zazębiały, ale prowadziły też swoje własne wątki i gdy np. brakuje nam chronologicznie dwóch numerów Uncanny w którymś z Milestones, jest to spowodowane faktem, że te zeszyty rozwijały historię z serii X-Men i nie nawiązywały do eventu. Nawet w jednym z wychwalanych tu epików jest taka sytuacja, że niechronologicznie pojawia się parę zeszytów.
Jeżeli podczas czytania wydania Milestone nie będziesz rozumiał niektórych kwestii, to gwarantuję ci że czytając to w omnibusie z podbudową dodatkowych dziesięciu numerów, będziesz miał jeszcze więcej znaków zapytania, gdyż nagle pojawią się nawiązania do zeszytu, który wyszedł w 1979 roku.
Niestety (bądź stety), żeby dobrze orientować się w X-Men i nie mieć żadnych wątpliwości co do historii, to trzeba zacząć czytać od połowy lat ’70, kiedy to serię przejął pan Christopher Claremont. Innej opcji po prostu nie ma, gdyż budowana przez prawie dwie dekady narracja Claremonta niezbyt często była zamykana w krótkie story arki a nowe historie wciąż nawiązywały do tego co zostało wypracowane przed nimi i dobudowywały kolejne rzeczy.
X-Men w przeciwieństwie do innych serii komiksowych to klasyczna soap opera z mutantami, Moda na sukces do której nakręcono więcej spin-offów niż trwa cała seria główna. I można ich za to kochać lub nienawidzić – ja zaliczam się do tych pierwszych i dla mnie akurat innych franczyz mogłoby nie być 😊
No i spokojnie z tymi epikami. Po pierwsze, w Stanach w przyszłym roku dostaniemy dopiero X-Cutioners Song, czyli jesteśmy właściwie na początku lat 90. Do tego, obok tych X-Menów wypadałoby jeszcze wydawać epiki X-Factor i New Mutants, X-Men Unilimited w zbiorczych, których nie ma i parę miniserii, które do epików nie weszły. Dlatego ja polecam Marvel Unlimited. 😉
Odnośnie samego wydania Kamieni milowych, Tomasz Kołodziejczak bardzo mądrze je uzasadnił gdy zapowiadał tą serię. Gdy chcieli wejść w mutantów, okazywało się, że ich historie zbyt mocno odnoszą się do eventów i crossów, których polski czytelnik nie zna. Postanowili więc je wydać, aby w przyszłości mieć łatwość w doborze kolejnych serii. I mnie ten argument bardzo przekonuje.
Planuję zakup wszystkich Kamieni milowych, które wyda Egmont, a co w ich przypadku jest bardzo ważne, w Stanach w ramach tej serii wydano naprawdę większość kluczowych wydarzeń aż do AvX, więc nie musimy czekać na oryginalne materiały.