Autor Wątek: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi  (Przeczytany 215386 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline komiks

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #720 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 16:25:53 »
A potem czlowiek szukal pirackich kaset na straganach :)
U mnie kupowało się czystą kasetę magnetofonową, szło do sklepu, gdzie koleś miał wieżę Technics centralnie wystawioną na widoku, na której przegrywał kasety. Potem chodziliśmy do wypożyczalni zbiorów specjalnych, tam można było wypożyczyć CD albo winyl. Potem przegrywaliśmy to u kogoś, kto miał sprzęt, a książeczkę z CD kserowaliśmy w punkcie ksero. Dopiero potem wjechały pirackie kasety, ale potem był bum i wszystko można było kupić już na legalu, sprowadzanie nawet z US. No i oczywiście audycje radiowe, puszczali całe płyty, bez przerw, z podziałem na stronę A i B, żeby nagrać kasetę na własnym magnetofonie.
Xenozoic, Death Dealer, The Maxx, Thrud The Barbarian, Army of Darkness

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #721 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 18:01:46 »
tez mialem nagrywacza u siebie ale nie mieli w ofercie muzy ktora lubilem, jedynie plyte clash sandynista
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Offline Sędzia

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #722 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 19:43:06 »
jawbreaker - jak najbardziej punk :)

Zdania na ten temat są podzielone.

Unfun na pewno. A potem to bym powiedział, że bardziej grunge.

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #723 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 19:53:18 »
Nie bede sie mocno spieral ;) ale to jakby hot water music nazwac grunge ;)
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Offline Sędzia

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #724 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 19:55:37 »
Nie bede sie mocno spieral ;) ale to jakby hot water music nazwac grunge ;)

nie znam, dobre to?

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #725 dnia: Nd, 23 Marzec 2025, 19:56:27 »
Podobno kult. Bezkoc to kocha ;)
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Offline Gazza

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #726 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 10:12:54 »
patrz stary wychowalismy sie na tym samym :)
120 minut (koleś Paul King) i head cos tam metalowy po tym programie(...)
High five!
To było Headbangers Ball   8)
Ja dla odmiany wyłuskiwałem z programów Kinga ambientowych twórców (swoją drogą to interesujące jak wielu ówczesnych pionierów elektronicznej muzyki tanecznej wywodziło się właśnie z środowisk alternatywy/punku/metalu) - The Orb, The KLF, Future Sound of London, Aphex Twin...

Tutaj znajduje się kompendium playlist programu "120 minutes"
https://120minutes.org/1992/

Sorry za kontynuację tego małego offtopu ale nie mogłem się powstrzymać jak się nasz klub muzycznych dziadersów aktywował  ;) - pozdrawiam gorąco chłopaki!

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #727 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 11:04:51 »
och ten akurat temat jest scisle zwiazany z tym (swoją drogą naprawdę bardzo fajnym) komiksem :) muzyka jest tam wazna

ja pamiętam jeszcze  stereolab i bardzo mi się podobał z pogranicza lush i curve

no i czekamy mam nadzieje na punk rock jesus? tematów muzycznych nie zabraknie
« Ostatnia zmiana: Pn, 24 Marzec 2025, 11:08:02 wysłana przez studio_lain »
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #728 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 19:26:21 »
Sorry za kontynuację tego małego offtopu ale nie mogłem się powstrzymać jak się nasz klub muzycznych dziadersów aktywował  ;) - pozdrawiam gorąco chłopaki!

  Hola, hola tylko nie dziadersów. W kwiecie wieku jestem, zresztą młodszy niż reszta.

Offline Gazza

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #729 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 19:58:12 »
 Najmocniej przepraszam jeśli uraziłem.  :-[

Offline studio_lain

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #730 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 19:59:48 »
  Hola, hola tylko nie dziadersów. W kwiecie wieku jestem, zresztą młodszy niż reszta.

To ty te mtv w kolysce ogladales ? ;)
Plany Studia Lain - orientacyjne

Zabójcza kołysanka - końcówka prac
ABC Warriors - przedsprzedaż 3 grudnia, godz 12 gildia
Vae Victis - !druk
Haunt - !druk 
Solo - luty
Spawn Dark Ages - styczeń
Magdalena - zakończone tłumaczenie
Barbara - zakończone tłumaczenie
Oko Odyna - zakończone tłumaczenie

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #731 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 20:17:11 »
Najmocniej przepraszam jeśli uraziłem.  :-[

  Nie przejmuj się, ja się nie urażam co najwyżej rozwścieczam jak Hulk.

To ty te mtv w kolysce ogladales ? ;)

  No tak jakoś zaraz po wyjściu z łóżeczka będzie.

 

Offline starcek

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #732 dnia: Pn, 24 Marzec 2025, 22:17:20 »
No dobra, przyznać się - który wisi dychę Mojżeszowi?
Za każdym razem, gdy ktoś napisze: 80-ych, 70-tych, 60.tych, '50tych - pies sra na chodniku w Tychach.

Offline perek82

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #733 dnia: Pt, 28 Marzec 2025, 08:54:51 »
Pierwszy kwartał to głównie biblioteka, stąd sporo starszych tytułów i branych trochę na łapu capu - czyli to co było na półce, na wysokości wzroku.

**** Znakomite

Ardalen – świetnie narysowana (namalowana?) opowieść o kobiecie szukającej informacji o swoim dziadku, o starości, wspomnieniach młodości, pamięci i jej znaczeniu dla człowieka. Autor stawia nieoczywiste pytania, w stylu czy tracąc pamięć, albo ją zniekształcając (co z czasem się dzieje) stajemy się kimś innym? Głównym rozmówcą bohaterki jest staruszek, który właśnie ma problemy z pamięcią. Nie jest pewny, czy coś się rzeczywiście wydarzyło, ani w jakiej kolejności. Odwiedzają go duchy przeszłości i sam nie jest pewien co go z nimi łączyło. Misja głównej bohaterki nie wydaje się mieć większych szans powodzenia, ale w tej powolnej, trochę baśniowej historii będą zwroty akcji. Ujawniane stopniowo szczegóły z przeszłości zaczną układać się w większe części.
Gdyby ktoś mi opowiedział treść komiksu, to bym strzelił, że autorem jest Paco Roca. To jak przeszłość i teraźniejszość się przenikają, jak pewne rodzinne wydarzenia i decyzje mają wpływ na potomków kilkadziesiąt lat później jest jego znakiem rozpoznawczym. Ale tutaj mamy do czynienia z innym geniuszem, który do umiejętności opowiadania dokłada znakomitą warstwę wizualną. Pełne zieleni kadry, pagórkowaty nadmorski teren tworzą wręcz baśniową atmosferę niewielkiej wioski odgrodzonej od reszty świata. Nie sposób się oderwać. Dla mnie to murowany kandydat do top10 kolejnego roku. Magia.

*** Dobre

Rusty Brown – parę ładnych miesięcy zbierałem się do sięgnięcia po ten tytuł. Ten amerykański niezależny komiks często mi nie siada (Drnaso, Clowes). Czytanie kolejnego tytułu, który podejmuje tematy wyobcowania w świecie, samotności, jakiś płytkich relacji ze znajomymi i rodziną nie wydawało się atrakcyjną propozycją, gdy miałem jeszcze inne nietknięte tytuły. Też uwagi, że trudno się czyta, że mała czcionka raczej zniechęcały. Ale jak już nie było wymówek, to zdjąłem z półki. Mam wydanie po angielsku, bo było jakąś połowę tańsze niż po polsku. To chyba najsolidniej wykonany komiks, jaki mam. Ma kształt cegłówki i w sumie czasami ma się wrażenie, że coś takiego się trzyma w rękach. Historie paru luźno związanych ze sobą osób ze środowiska szkolnego w jednym z zimniejszych stanów. Właściwie z zainteresowaniem śledziłem ich losy, obawy, lęki czy pomysły. Czasami się gubiłem, bo i sposób narracji nie jest taki, do którego jestem przyzwyczajony. Czasami przeskakujemy w różne okresy życia i to tak z kadru na kadr i bez większego wyjaśnienia. Trzeba stale łączyć ze sobą znane już fakty, bohaterów, którzy się przewijają też w „nieswoich” częściach. Trzeba też podkreślić odważną, przemyślaną i złożoną warstwę graficzną. Skomplikowane układy kadrów, małe i jeszcze mniejsze. Teksty w dymkach, ale też wszędzie gdzie się da, czasami za kadrami. Pod kątem jakości wydania nie mogę powiedzieć złego słowa. Papier, kolory, ostrość druku jest na najwyższym poziomie. Nie wiem, czy w polskim wydaniu też tak jest, ale tutaj nie miałem żadnych problemów z przeczytaniem tekstu. Na pewno jest to jeden z bardziej oryginalnych komiksów w mojej „kolekcji”.

Mazebook. Księga labiryntów – Lemire opowiada po raz kolejny tę samą historię, tylko zmienia trochę detali. Tym razem z życiową tragedią próbuje (albo i nie) poradzić sobie ojciec po śmierci dziecka. Żyje na autopilocie aż do chwili, gdy pewien incydent uruchomi w nim nowe pokłady energii, wskaże cel, który może zaprowadzić go albo na jeszcze większe manowce, albo do jakiejś względnej normalności. Coś jest w jego autorskich komiksach, że zapadają mi w pamięć. Z tym będzie tak samo. Oczywiście mam świadomość, że po prostu trafia w tematy, które mnie jakośtam dotykają, czy poruszają. Umie to perfidnie wykorzystywać, bo jest bardzo sprawnym opowiadaczem historii. Dodatkowo, dość uboga kreska (chociaż tutaj i tak urozmaicona w porównaniu z niektórymi, wcześniejszymi komiksami) wzmaga przygnębiający nastrój bijący z twarzy głównego bohatera.

Ocean miłości – nie wiedziałem, że to komiks niemy. Byłem trochę zaskoczony na początku, ale zmusiło mnie to do dokładniejszego oglądania poszczególnych kadrów. Wtedy okazało się, że dialogi są niepotrzebne, bo za komiks wzięli prawdziwi fachowcy. Śledzimy losy rybaka, który zaginął na morzu i jego żony, która rusza na jego poszukiwania. Czytałem, a właściwie oglądałem z ciągłym uśmiechem. Przygody niby były dość dramatyczne, ale zrobione z humorem. I nawet rysunek mało realistyczny mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie – właśnie taki powinien być, żeby uzyskać końcowy efekt. Komiks właściwie mógłby być jednocześnie kreskówką. Taką w starym, dobrym stylu, gdzie w bohatera rzuca się coraz to nowymi przeciwnościami, a ten z szeroko otwartymi oczami, jakimś cudem balansuje nad przepaścią i zawsze spada na coś miękkiego.

Labirynt – kolejny komiks Mandioci, który wziąłem sobie w ciemno z bibliotecznej półki i kolejny, który mnie pozytywnie zaskoczył. Nic nie wiedząc o komiksie zabrałem się do niego i zupełnie nie rozumiałem, gdzie jestem, co oglądam, kim są te dziwne ludziki. Z czasem dopiero pojawiały się pewne domysły. I ostatecznie, mimo że wyobraźnia nigdy nie była moją mocną stroną, a ludzi, którzy potrafią się nią tak posługiwać jak autor nie rozumiałem, to skończyłem komiks trochę roztrzęsiony. Oczywiście, znowu temat dziecka mnie poruszył, ale też trzeba docenić, że autor miał oryginalny pomysł na niesztampową historię. I miał też umiejętności, żeby to opowiedzieć. Akcja rozgrywa się w pamięci czy też wspomnieniach dziecka, w których „żyją” jego zabawki a wydarzenia ze świata rzeczywistego odbijają się, zazwyczaj bardzo negatywnie na tym niematerialnym świecie. Niełatwo nawet znaleźć słowa, które by oddawały tę historię, bo nie ma tam zbyt wielu punktów stałych. Wszystko ma bardziej charakter ulotny, subiektywny i związany postrzeganiem świata oczami dziecka i to tego konkretnego. Zupełnie przegapiłem ten komiks (z 2019 roku), ale cieszę się, że go przeczytałem.

Strefa Gazy: Przypisy – Joe Sacco bierze się za opowiedzenie o dwóch wydarzeniach, które miały miejsce w połowie lat 50-tych w tytułowej Gazie. Słowo „przypisy” w tytule ma oddawać to, że te wydarzenia są do dziś mało znane. Konflikt rozgrywa się tam już kilkadziesiąt lat (albo od czasów biblijnych jak kto woli) i ostatnio zamienił się chyba w coś gorszego. Takie lokalne historie schodzą na trzeci czy też dalszy plan. Pewnego dnia w 2 miastach izraelscy żołnierze szukali palestyńskich bojowników. Powyciągali mężczyzn z domu i wielu z nich zabili. Autor na początku 21 wieku próbuje dotrzeć do świadków tamtych wydarzeń. Komiks rozgrywa się zatem współcześnie, gdzie śledzimy pracę autora i jako wspomnienia wielu osób. Współczesna Gaza (współczesna z komiksu) również jest miejscem, gdzie co chwila dochodzi do strzałów, burzenia domów, ludzkich tragedii. Wielu rozmówców twierdzi, że „teraz jest gorzej niż w 56 roku”.
Komiks jest bardzo trudny w odbiorze. Akcja ciągle przeskakuje między współczesnością a wspomnieniami. Często te same sceny się powtarzają i są opowiadane z innej nieco perspektywy. Mimo, że temat jest dość jasno określony już na samym początku, to szybko zostaje rozbudowany o wydarzenia wcześniejsze (formowanie państwa Izrael) i również często nawiązuje się do późniejszych wojen. To wszystko powoduje, że komiks rozrasta się do potężnej księgi, ok. 400 stron. I to stron pełnych przemocy, śmierci, ciał leżących jedno na drugim. Czytałem chyba ze 2 tygodnie. I ostatecznie, mimo że przecież czyta się o prawdziwych wydarzeniach (oczywiście jakoś tam zniekształconych przez pamięć i przetworzonych przez autora), to po jakimś czasie te wszystkie kadry przestają robić większe wrażenie. To wszystko blednie, gdy się wyobrazi, że to wszystko wygląda podobnie dla całych pokoleń. Komiks wziąłem do ręki zanim Trump wymyślił, że zrobi sobie tam hotele dla turystów.
Kiedyś byłem na wycieczce, co prawda nie w Gazie, tylko w okolicach biblijnych. Kolesie z kałachami wchodzący do autokarów, a po stronie izraelskiej oddziały wojska z granatnikami. Nie wiem, jak dałem się namówić.
W kolejce czeka Palestyna, ale to chyba sobie trochę poczeka.

Somna – akcja rozgrywa się w czasach, gdy za obcowanie z diabłem trafiało się na stos. Od tego zaczyna się cała historia – kobieta posądzona o niecne zamiary zostaje spalona na placu miasteczka. Tymczasem żona głównego inkwizytora (chociaż chyba ta nazwa nie pada) doświadcza coraz bardziej niepokojących snów. Czy doprowadzą ją do zguby? Zanim się o tym dowiemy, to wyjdą na jaw różne tajemnice skrywane przez poszczególnych mieszkańców, co stworzy dość złożony i ciekawy obraz małej społeczności. Wielu bohaterów ma swoje za uszami i ulegają różnym namiętnościom bez względu na konsekwencje. Komiks ma właściwie dwa różne style rysunkowe – jeden zarezerwowany dla wydarzeń na jawie – dość klasyczny, drugi przedstawiający sny głównej bohaterki – nazwałbym go bardzo ekspresyjnym, ale to tylko na roboczy użytek. W każdym razie robi on znakomite wrażenie. W posłowiu podkreślono feministyczny wydźwięk całej historii. I oczywiście mamy tu kobietę, która potrafi się odgryźć lokalnemu proboszczowi. Ja nie zdziwiłbym się jednak, gdyby ktoś nielubiący kobiet (tak to zostawmy) miał frajdę, bo grzesznice są przykładnie karane. Nie jest to chyba komiks dla wszystkich.

** Niezłe / można przeczytać

Miły dom nad jeziorem (tomy 1-2) – historia zamknięta w 2 tomach, ale już wychodzi w USA kontynuacja / spinoff pt. Miły dom nad morzem. Grupa mniej lub bardziej zżytych ze sobą znajomych przyjeżdża na weekend do tytułowego domu z inicjatywy osoby, która łączy ich wszystkich. Tam sielanka szybko zmieni się w bardzo nieoczekiwany sposób. I tak ogólnie sam pomysł uważam za bardzo ciekawy, nie jest może przełomowy, ale też nie jest żadną rąbanką siekierą czy piłą mechaniczną. Dużo miejsca poświęcono wzajemnym relacjom bohaterów, chociaż część z nich zachowuje się jak jakaś gimbaza. Połowa z nich od lat szuka „swojego ja”, miejsca w świecie itd. To trochę sprowadza komiks na mielizny, gdzie można by to miejsce poświęcić na rozwój głównej tajemnicy. To moja główna refleksja, że historia miała większy potencjał. Można było ją bardziej podkręcić (z dzieciństwa pamiętam serial Tajemnicza wyspa i tam dojście do sedna tajemnicy zajęło sporo czasu, Lostów nie oglądałem, ale tam też się szybko wszystko nie wyjaśniło), a tak w sumie po godzinie czytania wie się już bardzo dużo. A po 2 godzinach jest już po wszystkim. Został lekki niedosyt. Druga uwaga to rysunki – nie lubię tego stylu, gdzie wszystko jest niewyraźne (podobnie jak w Departamencie prawdy). Czasem trzeba się dopatrywać, kto jest na kadrze i co właściwie tam się odbywa. Nie ułatwia to również zapoznanie się z bohaterami, których jest ponad 10, a część nie dostaje niemal żadnej wyróżniającej cechy czy więcej miejsca. Chyba, że taki też był zamysł, że ważna jest grupa, a nie ludziki.

Bradl (zeszyty 1-5) – szpiegowska historia osadzona w okupowanej Warszawie z zacięciem edukacyjnym. Śledzimy działania zakonspirowanej grupy osób, którzy biorą udział w różnych akcjach skierowanych przeciwko Niemcom i kolaborantom. Opisane wydarzenia mają być fikcyjne, ale bohaterowie mają nazwiska i wiele cech prawdziwych ludzi, co jest opisywane w dość rozbudowanych wstępach i materiałach dodatkowych. Od razu przykuwa uwagę strona wizualna. Efektowny, realistyczny, nowoczesny rysunek. Pełen dynamiki i kolorów. Wygląda to świetnie. Do strony fabularnej również nie ma się co czepiać, bo jest napięcie, są złożone intrygi, tajemnice, wątpliwości. Nie każdy jest łatwy do zaszufladkowania, niektórzy prawdopodobnie służą różnym krajom, a może i próbują realizować własną agendę i ambicje. Miałem jednak problem ze śledzeniem wszystkich wątków. Autor ma manierę, że przedstawia jakąś scenę i wprowadza czytelnika w konfuzję. Nie wiadomo, co się właściwie stało i dlaczego. Na następnych stronach jest wyjaśnienie, co się właściwie wydarzyło. Chwyt może i ciekawy, ale w mojej opinii nadużywany w tej serii. To trochę utrudnia lekturę i śledzenie wszystkich wątków – tych dłuższych i tych epizodycznych. Niemniej jednak wrzuciłem do schowka w bibliotece pozostałe tytuły autora.

Bazyliszki (1) – wziąłem z półki w bibliotece, bo stał razem z Bradlem. Seria reklamowana, jako osadzona w tym samym świecie, chociaż po pierwszym zeszycie jakoś tego nie widać. Akcja rozgrywa się ok. 10 lat wcześniej, a główny bohater to weteran wojenny, który teraz klepie biedę w Warszawie. Ma gadane, umie się bić i ma talent do wkręcania się w różne tarapaty. Jestem ciekaw, jak się to dalej rozwinie. Widzę, że został wydany jeszcze drugi zeszyt, ale to był 2022 rok. Nie wiem, czy seria trochę nie podupadła.

Alchenit – niemieccy archeologowie odnajdują tajemniczą księgę, która doprowadzi do odkrycia zupełnie nowych technologii i znacząco wpłynie na bieg historii pierwszej połowy XX wieku. Komiks na pewno efektowny, zrobiony z rozmachem, fantazją, pomysłem. Duży format, charakterystyczna kreska. Nie dziwi mnie, że został dostrzeżony na rynku i się doczekał kolejnego wydania. Nie będąc fanem sci-fi, czytałem z zaciekawieniem, chociaż ta fantazja autora to było dla mnie trochę zbyt wiele. Niektóre pomysły już mnie nieco rozśmieszały. Niby są próby „naukowego” wyjaśnienia, ale to tak jak wyjaśniać, że ugryzie cię pająk i przekaże ci swoje moce. No mnie niedawno ugryzł i się niewiele zmieniło. Pewnie nie był napromieniowany, więc to dlatego. Trochę również narracja wydawała mi się łopatologiczna. Część wydarzeń, czy też ich uzasadniania jest wstawiana trochę sztucznie: jako akcja filmu oglądanego przez bohaterów, lub opowieść jednego z nich. To w połączeniu z dość zbiorowym bohaterem (no niby jest tam ten jakiś bez oka, ale wpływ na akcję ma ograniczony) sprawia, że komiks trochę przypomina reportaż czy dokument. Taki detal. Ale też rozumiem, bo chodziło o pokazanie większych wydarzeń historycznych. Końcówka jest myślę dość dyskusyjna. W tym sensie, że niektórym się spodoba pomysł, innym zupełnie nie. Ja skłaniam się do tej drugiej części, chociaż ostatni kadr mnie trochę niepokoi. Gdyby to był jakiś myk do kontynuacji, albo jeszcze bardziej pomysłowy wytrych, to bym się mile zaskoczył.

Festiwal – opowieść o wydarzeniu zorganizowanym w komunistycznej Polsce w 1955 jest tak naprawdę zestawem scen z powtarzającymi się bohaterami i próbami interakcji z gośćmi z innych krajów. Jest człowiek czekający na odwiedziny syna, są komentatorzy z salonu fryzjerskiego, jest dziewczyna uganiająca się za obcokrajowcami itd. Święto młodzieży nie jest wcale przedstawione jako nieskrępowana zabawa. Jest dużo animozji, jest rasizm, jest antysemityzm i zupełnie zrozumiała niechęć do Niemców. Powtarzającym się motywem są bariery językowe, które czasem tworzą dość zabawne zlepki słów. Czasami można coś na kadrach ciekawego zobaczyć, typu Romka i A’Tomka, a przynajmniej podobnie wyglądających harcerzy. Pałac Kultury też ma swoją funkcję wśród nadal wszechobecnych powojennych ruin.
Nie jestem aż takim snobem, żeby wychwalać ten komiks pod niebiosa. Kreska jaka jest każdy widzi (tak, minimalizm, umiejętność operowania paroma prostymi kreskami itd., ale dla mnie to już takie balansowanie na linie tego, co jest sztuką wizualną, a co nie wymaga większych umiejętności). Ale po paru stronach nie zwracałem już na to uwagi i w sumie z ciekawością czytałem dalej (co chyba świadczy, że z tej liny nie spadliśmy). Wybitności dostrzec nie potrafię, ale jak najbardziej trafia do kategorii: „można przeczytać”.

Olimpo tropical – kilka dni z życia wannabe gangsta z brazylijskiej faweli. Młokos jest zafascynowany życiem prawdziwych bandytów (noszących broń i handlujących narkotykami), podczas gdy sam pracuje przy porcjonowaniu białego proszku. Lektura szybka, ale niespecjalnie przyjemna. Mimo umieszczenia akcji w egzotycznym (dla nas) otoczeniu, to w sumie niewiele się dowiadujemy o życiu w tych fawelach. No wiadomo, że są przestępcy, że policja tam czasem wjeżdża i kogoś ukatrupi, kogoś wyciągnie, że sami bandyci też między sobą potrafią się postrzelać. Większość akcji komiksu upływa na rozmowach głównego bohatera z lokalnymi ziomkami. Komiks chyba powstawał z myślą o rynku lokalnym. Rysunkowo też nie zachwyciło. Długo miałem problem z rozpoznaniem, co się właściwie dzieje w kadrze. Poszczególne elementy zlewały mi się i niemal każdy kadr musiałem oglądać osobno (a wolę, jak mi obrazy przelatują trochę w tle do tekstu). Można, ale bez przymusu.

Mity Cthulhu (wyd. Elemental) – kilka historyjek adaptujących opowiadania Lovecrafta. Kiedyś przeczytałem 2 wielkie tomy z opowiadaniami autora i myślę, że najważniejsze jego dzieła tam były. Natomiast nigdy nie zostałem fanem jego twórczości. Tzn. wiedziałem na jakie mniej więcej fabuły się godzę i przyjąłem to bez mrugnięcia. Natomiast styl pisarski mnie trochę męczył. To było już parę ładnych lat temu i poszczególne historie mi się zatarły. Te przedstawione w komiksie coś mi przypominały, stąd założyłem, że to adaptacje. Kilka podobnych zbiorów opowieści z dreszczykiem mam na półce ale ten jakoś aż tak do mnie nie trafił. Może rysowanie starożytnych potworów, które od zarania dziejów kryły się w mroku i tam coś knują trochę odziera to wszystko z tajemnicy? Rysunkowo jest bardzo dobrze, jest ten tzw. klimat  :). Ale nie powiem, że obgryzałem paznokcie w czasie lektury. Powiedziałbym, że dla miłośników gatunku / pisarza.

Pjongjang – komiksowy zapis „delegacji” autora do stolicy Korei Północnej. Autor jedzie tam by pracować przy jakieś animacji, ale to nie jest w sumie ważne dla samej fabuły. Zresztą tej fabuły to też za bardzo nie ma. Rozmowy z innymi obcokrajowcami, wycieczki krajoznawcze, kontakty z dedykowanymi tłumaczami i przewodnikami to w sumie wszystko co się „dzieje” w komiksie. Głównym wątkiem jest kraj i jego mieszkańcy. Autor jest często zszokowany poziomem ogłupiania społeczeństwa, propagandy, biedy. Dla mnie podczas lektury to aż tak szokujące nie było (albo byłem na to jakoś przygotowany, albo doświadczenie ludzi, którzy nie zaznali (post)komunizmu jest zupełnie inne niż moje). Jakieś gigantyczne pomniki, podobizny, wszechobecne portrety ojców narodu mnie nie zaskakiwały aż tak bardzo. Kult jednostki osiąga tam skalę absurdalną, ale w sumie to każdy taki przypadek skręca w tę stronę. Komiks do przeczytania tylko dla tych, którzy lubią czytać o nieznanych, egzotycznych krajach. Niczego innego raczej się tutaj nie doświadczy.

Ciemność – baśń fantasy dla dorosłych. Zhańbiony rycerz dostaje szansę na odkupienie win i poprawę swojego losu. Musi tylko uratować uwięzioną w zamku księżniczkę. Zaczyna się dość standardowo, ale później historia zaczyna odbiegać nieco od utartych schematów. Księżniczka ma swoje tajemnice, podobnie jak jej ojciec i matka. Nasz bohater wplątuje się w kabałę znacznie większych rozmiarów niż na początku myślał. Będą pościgi, romans, będą bitwy, dziwne stwory. Nie zachwyciło ostatecznie, ale też nie odrzuciło.

Dziewięć – chodził mi po głowie od jakiegoś czasu i się w końcu złamałem i dorzuciłem do zakupu. Zaliczyłbym ten komiks do kategorii rozrywkowego sci-fi. Próby dodania jakiegoś bardziej dramatycznego wątku są dość nieprzekonujące. Może i by się to udało, gdyby komiks miał większą objętość. Wciąga się go na raz, bo i czyta się przyjemnie. Jak ktoś lubi takie klimaty, to nawet z lekkim bananem na ustach można czytać. Ludzkość przygotowuje wyprawy na daleką planetę. Główny bohater, którego ojciec też latał w kosmos, wpada w dziwną pętlę czasową. I to jest główny motyw w tym komiksie. Na tylnej okładce pojawiają się tytuły znanych filmów sci-fi, ale to trochę na wyrost, bo jednak aż tak ciekawie w komiksie to nie jest. Ale też zęby nie bolą, jak się czyta.

Misja – komiks niedawno zmarłego polskiego rysownika. Trójka krasnoludów, którzy trudnią się szeroko rozumianą wojaczką, walką ze złem wszelakim wyrusza na kolejną wyprawę. Pomiędzy różnymi smokami, potworami i innymi stworami zawsze trafia się jakaś flaszka i inni imprezowicze. Jest sporo humoru, trochę znanych i ogranych motywów popkulturowych czy baśniowych. Do tego ciekawa szata graficzna.

Shenzhen – historia analogiczna jak Pjongjang, tylko miejsce inne. Autor znowu jedzie, żeby pokierować pracami przy jakiejś animacji, ale sam komiks to zapis jego wrażeń z pobytu w Chinach końca XX wieku. I to spotkanie z egzotyczną kulturą jest jedynym ciekawym elementem, bo samej akcji to praktycznie nie ma (no chyba, że za takową traktować wybór restauracji na dany wieczór). Świat z tego komiksu jest trochę podobny do poprzedniego. Nie ma takiej wszechobecnej paranoi, nie ma aż takiej biedy i co do zasady jest prąd, ale sporo barier we wzajemnej komunikacji było. Autor, trzeba mu to przyznać, jest ciekawy świata i obcych kultur. Bez wahania je, to co inni. Nawet psa i powieka mu nie drgnie przy tym. Ja to poza Europę i to tę zachodnią się nie ruszam. Demoludy też omijam.

Dewiant (1) – 50 lat temu popełniono makabryczne morderstwa i obecnie pojawia się naśladowca / albo ten sam sprawca wrócił do pracy. Głównym bohaterem jest twórca komiksów z dość niezdrową obsesją na temat wszelkiej maści morderców. Nowa seria nowego wydawcy. Początek nawet zachęcający, czyta się bardzo dobrze. Akcja szybko się rozkręca, napięcie się utrzymuje na wysokim poziomie. Rysunkowo trochę sztampowo – bardzo mi przypomina inne tego typu serie. Ale nie odrzuca. Będę zbierał. Jeśli komuś przeszkadzają wątki homoseksualne, to powinien omijać tę serię.

Memphis – bohaterami komiksu jest 2 dziennikarzy, którzy zaczynają mieć wątpliwości, czy otaczająca ich rzeczywistość jest prawdziwa, czy niezupełnie. Zresztą czytelnik patrząc na kadry (szczególnie ulice) też dość szybko może zacząć mieć wątpliwości. Śledztwo dziennikarzy zaczyna zataczać coraz szersze kręgi i przynosi coraz więcej zagadek. Lubię takie podkręcone historie, a końcowy odbiór w dużej mierze zależy od tego, jak nieprzewidywalne i intrygujące jest rozwiązanie całej zagadki. Tutaj jest nieźle, dość oryginalnie, ale też w moim odczuciu nie wyeksploatowano tematu do końca. Nie wyciśnięto tego jak cytrynę. Gdyby był jeden album więcej (są 3 w tym zbiorczym wydaniu), to można by wydłużyć to śledztwo i towarzyszące mu napięcie. Poza tym bardzo przyjemna rozrywka.

Czerwona planeta – Kilka krótszych historii sci-fi, gdzie głównym tematem są podróże kosmiczne i próby osiedlenia się na Marsie (chociaż chyba jedna fabuła mówi o innej planecie, a jeszcze inna traktuje o podróży w czasie, żeby zmienić obecną sytuację). Czasami jest naiwnie, czasami strasznie, czasami lekko zabawnie. Same historie pochodzą z komiksowego magazynu i powstawały gdzieś w latach 60-tych. Narysowane tak, że naprawdę może się podobać. Ukłony dla Mandioci za odnalezienie takiego tytułu i piękne wydanie (okładka ma lakierowane elementy).

Wydział 7 (15) – zeszyt jest kontynuacją wydarzeń nr 14. Nasi bohaterowie docierają do Pragi okupowanej przez armię czerwoną. Będą musieli też stawić czoła ożywionemu potworowi. Szczerze mówiąc, to wolę fabuły dziejące się stricte w Polsce i te, gdzie akcja nie dąży do rozwałki. Tutaj (mimo ponadnaturalnych wydarzeń i postaci) jest mniej miejsca na niedopowiedzenie, tajemnicę.

Władca much – nie znam pierwowzoru, więc nie wiem, czy adaptacja jest wierna, czy też nie. Na Wikipedii znalazłem info, że w Holandii nakład komiksu wyczerpał się pierwszego dnia (więc nie tylko u nas takie cuda się zdarzają). Ja przeczytałem z umiarkowanym zaangażowaniem. Na pewno nie ma za bardzo czasu zaprzyjaźnić się z bohaterami, co myślę utrudnia odbiór komuś, kto nie czytał książki. Sam wydźwięk komiksu jest bardzo pesymistyczny, ale myślę, że trafny i nadal bardzo aktualny. Może nawet teraz bardziej niż te kilkadziesiąt lat temu.

Skorpion (5) – akcja startuje ok. 2 lata od końca poprzedniego tomu. Nasz bohater niby próbuje załatwić prywatne sprawy, ale przygoda, skarby przeszłości, grzebanie w grobach jest widać tak popularnym sportem, że zaraz go zaproszą na nowy mecz. Historia zahacza o wydarzenia biblijne, gdzie jedna strona chce coś ujawnić, druga przeciwnie, a wielu postronnych chce coś zarobić. Są zawierane chwilowe sojusze, które nie są często zbyt trwałe (udział w łupie dzielony na 2 jest większy niż dzielony na 3), więc co chwila jakiś pojedynek, pościg. No stary dobry Skorpion. Tylko jakby trochę poważniejszy i bardziej realistyczny. Zmienił się rysownik, ale styl pozostał bardzo zbliżony. Tylko uwaga – nie ma już golizny. Nadal (jednak) jest to niezła rozrywka.

* Nie podeszło lub wręcz wymęczyło

Cywilizacje: Kreta – jedno z większych rozczarowań ostatnich miesięcy. Rok temu chodziłem po ruinach Knossos i bardzo mi się to miejsce podobało, więc ten tytuł od razu zwrócił moją uwagę (serię świat mitów kupuję regularnie). Historia ma charakter urealniony w porównaniu ze słynnymi mitami – nie pojawia się Minotaur, nie występują bogowie (chociaż niektórzy podają się za syna tego czy tamtego). Panuje jakaś ogólna momentami bardzo niezdrowa fiksacja związana z bykami. Jest też sporo wątków wepchniętych w ten w sumie niezbyt długi komiks: śledzimy zwykłe rodziny / czy też klany, sporo miejsca jest poświęconego przedstawieniu stylu życia, kultury i politycznego systemu (dla niektórych czytelników pewnie nie do przetrawienia). Jest też słynny Minos, który jest tutaj głównym antagonistą. Ma swoich stronników, rozbudowane intrygi, dość skomplikowaną relację ze swoją żoną / a może bardziej partnerką czy królową. Są też i inne elementy, które wplatają się w akcję. Jest mnóstwo bohaterów, którzy jakąś rolę pełnią, a niektórzy wydają się zwykle zbędni. To nagromadzenie bohaterów, wątków, zmian miejsca i czasu akcji, czasami irytujące przerywniki na trans nestorki rodu czy dziwne zainteresowanie bykami sprawiło, że czytało mi się z trudem. Wg mnie jednak problemem był sposób poutykania tego wszystkiego w sposób bardziej wciągający i zrozumiały. Rysunkowo jest podobnie jak w serii dot. mitów. Jest bardzo kolorowo, słonecznie i atrakcyjnie dla oka. No szkoda, mogło być dużo lepiej.

Życie wesołe smutnego psa Corneliusa – zbyt abstrakcyjny był dla mnie ten komiks. Niczym aksamitna rękawica kiedyś.

Chwilowo nie mam nic do czytania. Old boy poczeka aż wyjdzie całość, na Palestynę muszę zebrać więcej sił. W bibliotece czekam w kolejce na Excalibura. Lecą Zeszyty Komiksowe, których jeszcze nie wziąłem z półki.
Rising stars (1-2) **
w0rldtr33 (1-2) **
Astronom ***
The Woods (2) *
Locke & Key (Keyhouse compendium) ***

Offline donT

Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów - sezon drugi
« Odpowiedź #734 dnia: Pt, 28 Marzec 2025, 10:51:12 »
Labirynt – kolejny komiks Mandioci, który wziąłem sobie w ciemno z bibliotecznej półki i kolejny, który mnie pozytywnie zaskoczył. Nic nie wiedząc o komiksie zabrałem się do niego i zupełnie nie rozumiałem, gdzie jestem, co oglądam, kim są te dziwne ludziki. Z czasem dopiero pojawiały się pewne domysły. I ostatecznie, mimo że wyobraźnia nigdy nie była moją mocną stroną, a ludzi, którzy potrafią się nią tak posługiwać jak autor nie rozumiałem, to skończyłem komiks trochę roztrzęsiony. Oczywiście, znowu temat dziecka mnie poruszył, ale też trzeba docenić, że autor miał oryginalny pomysł na niesztampową historię. I miał też umiejętności, żeby to opowiedzieć. Akcja rozgrywa się w pamięci czy też wspomnieniach dziecka, w których „żyją” jego zabawki a wydarzenia ze świata rzeczywistego odbijają się, zazwyczaj bardzo negatywnie na tym niematerialnym świecie. Niełatwo nawet znaleźć słowa, które by oddawały tę historię, bo nie ma tam zbyt wielu punktów stałych. Wszystko ma bardziej charakter ulotny, subiektywny i związany postrzeganiem świata oczami dziecka i to tego konkretnego. Zupełnie przegapiłem ten komiks (z 2019 roku), ale cieszę się, że go przeczytałem.

Pelna zgoda. Komiks przeszedl raczej bez echa, a szkoda bo to bardzo solidna pozycja. Wzialem w ciemno, no dobra niech bedzie, nie w ciemo, a w momencie gdy Dark Horse zapowiedzialo wydanie go na rynek. amerykanski (oni raczej szrotu nie puszczaja). Pelna symboliki i dzieciecej perspektywy nielatwa pozycja, ale podana w przystepny sposob. Pamietam, ze podczas pierwszej lektury balem sie zblizajacego sie zakonczenia... Zdecydowanie musze odswiezyc. Dzieki za przypomnienie!
You know nothing. Hell is only a word. The reality is much, much worse.